dalej... >> wtorek, 22 lipica 2008 23:53:09
A przyrzekłam sobie, że nie zostawię tego opowiadania.
Że doprowadzę je do końca.
A zrobiłam zupełnie inaczej.
Choć to totalna porażka.. wrócę.
Wrócę i doprowadzę je do końca. Nie będzie tego już dużo.
Skrócę to jak mogę, bo i tak nie mam dla kogo pisać, a chcę tylko, aby ta historia była skończona. Nie oznacza to jednak, że będę pisała bez weny. Ostatnio naszło mnie trochę. Mam nadzieje, że wystarczy, aby to skończyć.
Notka w trakcie pisania.
Nie pisałam długo, więc wątpię, aby powstało coś dobrego.
Jeśli ktoś z moich znajomych zajrzy tu jeszcze proszę o odzew.
komentarze [7]
Noc Sylwestrowa >> wtorek, 26 czerwca 2007 12:16:30
Bez zbędnych wyjaśnień dodaję nową notkę. Wiem nie było mnie wieczność i jeszcze trochę xD Ostatnio złapał mnie leń... ech.. będę próbować się z tego wyleczyć;) Nie powiadamiam nikogo o tej notce ze wzglęu na brak czasu i chęci. Może później to zrobię.
Przez przypadek skasowałam wszystko w księdze gości tak więc:
Każdego kto chce być powiadamiany o nowych notkach proszę o wpis do księgi gości.
Dziękuję za uwagę i zapraszam na nowy rozdział, który napisałam już dość dawno. Pozdrawiam:*
***
Północ zbliżała się wielkimi krokami. Wszyscy Gryfoni wyszli już na błonia. Każdy miał ze sobą lampkę szampana. Jedynie Syriusz i James całkowicie już zalani, przywlekli ze sobą po butelce ognistej. Dziewczyny zdziwiły się, że zdołali w ogóle zejść po schodach. Przy ilości procentów, jakie w siebie wlali był to z pewnością nie lada wyczyn. Co prawda mieli kilka potknięć po drodze. Na przykład, gdy dochodzili już do parteru Black zaplątał sobie nogę w dywan. Upadając złapał się Jamesa, czego wynikiem było sturlanie się obydwu Gryfonów z reszty schodów i głuche uderzenie o drzwi wejściowe. Wszyscy do tego momentu nie mogli powstrzymać chichotu, na który obydwaj przyjaciele reagowali obrażonymi minami.
- No ludziska jeszcze pięć minut! – oznajmiła Ann oddając kieliszek Megie i pocierając dłonie.
Po lewej stronie na uboczu stał Remus oparty o pień drzewa. Katie zdziwiło, że nie bawi się z resztą grupy. Chłopak miał przymknięte oczy jakby zawzięcie nad czymś myślał. Blondynka ostrożnie ruszyła w jego stronę. Gdy była już dość blisko, starała się stąpać jak najciszej. W końcu, kiedy miała Lupina tuż przed sobą stanęła. Był na wyciągnięcie ręki, dzieliła ich jedynie odległość ramion.
- Dlaczego nie bawisz się z innymi? – zapytała nagle, a chłopak aż drgnął z zaskoczenia. Natychmiast otworzył oczy, ukazując cudownie niebieskie tęczówki.
- Co to za zabawa. Wszyscy są pijani. – odrzekł spoglądając w bok.
- Ja nie. – wyszeptała niemalże niedosłyszalnie.
Lupin uniósł lekko brwi, spoglądając na nią. Po chwili uśmiechnął się niepewnie jednak nic nie odpowiedział.
Katia poczuła jak pieką ją oczy. Kochała go. Czuła się okropnie nie mogąc normalnie i szczerze z nim porozmawiać. Nie mogąc go przytulić i nacieszyć się kojącym zapachem ciała. Za każdym razem, gdy go widziała czuła ból w sercu. Dusiło ją to, ciążyło jej jak ogromny kamień przypierający do ziemi.
Po jasnym policzku, spłynęła ciepła łza. Remus widząc to otworzył szerzej oczy.
- Co się stało? – zapytał, ocierając klarowaną krople, jednak po niej zaczęły płynąć kolejne. Spotęgowało to zaskoczenie chłopaka, który nie wiedział, co robić. Przytulił do siebie dziewczynę, głaszcząc lekko po głowie i plecach. Od jej zapachu zakręciło mu się w głowie. Było to, jednak przyjemne uczucie. Czuł ciepło bijące od jej ciała. Chciał, aby ta chwila trwała wiecznie. Chętnie tuliłby ją tak przez cały czas, nie myśląc o czymkolwiek innym. Zostawiając za sobą zmartwienia i smutki, z jakimi musiał, borykać się każdego dnia. Była dla niego odskocznią od rzeczywistości. Przy niej czuł się wspaniale i chciał żeby zawsze już tak pozostało. Wiedział jednak, że to tylko marzenia. Sny, które nigdy nie miały prawa się spełnić. Nawet jeśli chciałaby być z nim, wiedząc o jego mrocznej naturze, nie pozwoliłby jej na to. Nie mógłby ryzykować jej zdrowia, a nawet życia. Gdyby coś się jej stało, nie przeżyłby tego. W szczególności, jeśli byłaby to jego wina.
Katia powoli odsunęła się od niego chcąc spojrzeć mu w oczy. Delikatnie dotknęła ciepłego, policzka. Pogładziła zaczerwienioną skórę, lekko trąc ją kciukiem. W pewnym momencie chłopak złapał jej dłoń. Po chwili niepewności, zbliżył ją do ust i pocałował jej wierzch, przyjemnie ogrzewając swoim równym oddechem. Przytknął ją z powrotem do swojej twarzy i wtulił w nią policzek.
- Remus. – szepnęła cicho, patrząc na jego poczynania.
Chłopak uchylił lekko oczy, przyglądając się drżącym ustom dziewczyny.
- Wybacz. – powiedział cicho, odsuwając ją od siebie.
Odwrócił się i zaczął iść w stronę zamku.
- 10! 9! 8! – zaczęło się wielkie odliczanie, któremu przewodził, ledwo trzymający się na nogach James.
„Nie, nie dam ci tym razem uciec.” – powiedziała w myślach blondynka i pobiegła za Remusem.
- 7! 6! 5! 4!
Chwyciła go za ramię odwracając w swoją stronę. Zaskoczony chłopak zachwiał się niebezpiecznie, ale zdołał utrzymać równowagę.
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć Gryfonka pocałowała go szybko w usta, przywierając do niego całym ciałem. Znieruchomiał zaszokowany, pozwalając na objęcie się. Odurzony takim obrotem spraw, nie był nawet w stanie, oddać pocałunku.
- 3! 2! 1! Uhuuu!
Remus otrząsnął się trochę. Delikatnie przytulił dziewczynę i lekko odwzajemnił gest. Po krótkiej chwili jasnowłosa oderwał się od jego ust, mocno przytulając i opierając głowę na jego ramieniu. Chłopak pogłaskał ją po głowie, chłoną bijące od niej ciepło. Pocałował ją w czoło zagarniając jeszcze bliżej siebie.
Czuła się cudownie. Tak długo na to czekała. Całe święta za nim tęskniła, a teraz stał tu przed nią, tuląc ją w ramionach.
- Nie powinniśmy.. – zaczął cicho, ale dziewczyna uciszyła go krótkim pocałunkiem.
- Nic nie mów. – szepnęła – Nie dzisiaj.
Pogłaskała go po zarumienionym policzku i spojrzała w błyszczące oczy. Uśmiechnął się lekko milknąc. Przytuliła się do niego ponownie, co chłopak przyjął z pomrukiem zadowolenia. Katia zaśmiała się cicho.
Zastanawiała się czy przypadkiem nie śni. Czuła się wspaniale przy Remusie. Nikt nie dawał jej takiego poczucia bezpieczeństwa. Nikt nie był taki jak on. Wspaniały. Można by rzec, że ideał. Może nie był aż tak przystojny, ażeby uganiały się za nim tłumy rozchichotanych panienek, ale posiadał coś o wiele cenniejszego. Jego osobowość. Charakter, to jak potrafił doskonale zachować się w każdej sytuacji. Był zupełnie inny od swoich rówieśników, tej samej płci. Doroślejszy, bardziej wyrozumiały i odpowiedzialny. W jakiś sposób dojrzał znacznie wcześniej. To prawda, że lubił od czasu do czasu, spsocić coś z resztą Huncwotów, ale mino tego nauczyciele nie byli na niego źli, nie obwiniali go. Wszystko spadało zawsze na Syriusza i Jamesa. Nie wiedziała jak to robi. Zresztą teraz w tej sytuacji niewiele ją to obchodziło. Poczuła ciepły oddech chłopaka na karku, który drażnił lekko, delikatną skórę. Wplotła palce w jego jasne, blond włosy i zacisnęła je w drobne piąstki.
Niespodziewanie poczuła na nosie coś zimnego. Otworzyła oczy i puściła Remusa.
Białe płatki zaczęły spadać na ziemię, tworząc tym samym miłą scenerię. Zaczynało prószyć coraz gęściej, a mimo to cała paczka nie miała zamiaru wracać do zamku.
- Idziemy do nich? – zapytała cicho Katia, na co Remus skinął nieznacznie głową.
Dziewczyna złapała, go za rękę, co spowodowało cień uśmiechu na jego twarzy. Razem dołączyli do przyjaciół, którzy najwyraźniej świetnie się bawili i nawet nie zauważyli ich chwilowej nieobecności.
- To jak, kto ma fajerwerki?! – krzyknął James, z wielkimi wypiekami na twarzy.
- Ty chyba zwariowałeś?! W takim stanie chcesz, sztuczne ognie puszczać?! Jeszcze coś ci urwie i dopiero będzie! – zdenerwowała się Lily.
- Ruda spokojnie, my wszystko mamy pod kontrolą. – odrzekł Black, chwiejąc się niebezpiecznie.
- Właśnie widzę. – powiedziała, patrząc na nich krzywo – Dobra wracamy do wierzy zanim coś komuś się stanie. – rzekła stanowczo.
James chciał już zaprotestować, jednak Lily złapała go za ramię i zaczęła ciągnąć w stronę zamku. Ponieważ panna Evans nigdy nie pozwalała mu się dotknąć w jakikolwiek sposób pozwolił jej na to bez najmniejszego nawet protestu. Uśmiechnął się trochę niemrawo. No cóż, duże ilości alkoholu we krwi robią swoje.
Całe grono zgromadzonych zaczęło podążać za tą dwójką, mając już dość, stania na zimnie i marznięcia.
Kilka płatków śniegu zaplątało się, w lekko już mokre włosy Remusa. Policzki miał delikatnie zaczerwienione, co sprawiało, że podobny był w tej chwili do małego, bezbronnego chłopca. Porównanie to wywołało prawie niezauważalny uśmiech, na ustach Kati, która wiedziała, że jest w tym coś z prawdy.
***
- I co śpią? – zapytała Ann Lily, gdy ta wyszła tylko z dormitorium chłopaków.
- Na szczęście tak. – odpowiedziała zbierając z kanapy swoje rzeczy.
- Ej no, co ty idziesz już? – zapytała ją ponownie blondynka, przyglądając się uważnie jej poczynaniom.
- Tak, jestem zmęczona. Dobranoc wszystkim. – rzuciła i ruszyła w stronę dormitorium. Jej koleżanka jak posłuszny piesek poszła za nią, nawet nie żegnając się z resztą.
- Miła ta Alis. – odezwała się Megie patrząc z przekąsem, na niknącą na schodach postać.
- Co możemy na to poradzić. – westchnęła Ann. – Wiecie ja się chyba też położę. – dodała po chwili patrząc znacząco na brązowowłosą przyjaciółkę. Ta uniosła pytająco brew, ale zaraz się zreflektowała.
- Tak ja chyba też. – powiedziała, patrząc z uśmiechem na śpiącego w fotelu Remusa, a następnie na Katie, która ze skupieniem śledziła każdy jego oddech.
Dziewczyny opuściły Pokój Wspólny, zostawiając ich samym sobie.
Katia podniosła się miejsca i powolnym krokiem podeszła do pogrążonego w śnie Lupina. Uśmiechnęła się patrząc, na jego spokojną twarz i lekko uchylone usta. Usiadła na brzegu fotela, przysuwając się do niego tak, aby móc czuć ciepło jego ciała. Oparła policzek o podparcie fotela, a ręką pogłaskała go po głowie, delikatnie zanurzając palce w miękkich włosach. Po chwili pochyliła się nad nim i ostrożnie pocałowała w czoło. Powieki Remusa zadrgały, po czym lekko uchyliły. Po kilku sekundach otworzył je szerzej, spoglądając na oddaloną o zaledwie kilka centymetrów twarz blondynki. Spojrzał jej w oczy, w których połyskiwały iskry szczęścia i troski. Chciał coś powiedzieć, ale dziewczyna położyła mu palec na usta, kiwając przecząco głową.
- Cii – szepnęła. Poczuła na swojej tali ciepłe ręce Remusa, które zepchnęły ją, na jego kolana. Usadowiła się na nich wygodnie, zarzucając mu ręce na szyje, a głowę opierając o klatkę piersiową. Słyszała przyśpieszone bicie serca chłopaka i czuła coraz bardziej nierówny oddech. Uśmiechnęła się lekko, wtulając się w niego jeszcze bardziej. Jego serce także przyśpieszyło, swój rytm. Cieszyła się, że nie tylko ona reaguje tak, na niego, ale i on odwzajemnia owe reakcje.
Jasnowłosa poczuła nagłą senność. Było jej tak dobrze w jego ramionach, że zewsząd zaczął ogarniać ją sen.
- Katia – usłyszała cichy szept tuż nad uchem. Niechętnie podniosłą głowę odrywając ją od piersi chłopaka.
- Muszę ci coś powiedzieć. – mówił to tak poważnie, że Katia natychmiast otrzeźwiała.
- O co chodzi? – zapytała, prostując się.
Spojrzał na nią niepewnie jakby czegoś się obawiając. Ze zdenerwowania zagryzł dolną wargę, raniąc ją prawie do krwi.
Chciał jej powiedzieć o swoim przekleństwie. Chciał być z nią szczery. Jednak chwilowa odwaga zniknęła, ustępując miejsce obawom. Odwrócił wzrok w stronę kominka nie wiedząc, co powinien zrobić. Ogień tlił się jeszcze, rzucając odrobinę światła na całe pomieszczenie. Powoli dogasał, ustępując miejsce ciemności.
- Remus. – szepnęła Katia, wytrącając chłopaka ze stanu otępienia. Niepewnie pojrzał jej w oczy.
- Ja… - zaczął jednak słowa ugrzęzły mu w gardle. Nie mógł już nic więcej powiedzieć. Strach sparaliżował go, doszczętnie nie pozwalając na to.
Blondynka odgarnęła mu włosy z czoła, które przeszkadzały jej w dokładnym lustrowaniu oczu chłopaka.
- Proszę powiedź mi, o co chodzi. – powiedziała głosem przesiąkniętym troską. Remus odwrócił wzrok, nie mogąc wytrzymać tego spojrzenia. Tak bardzo nie chciał, żeby się o niego martwiła. Żeby chociaż, nie patrzyła na jego osobę takim wzrokiem.
- Ja…wiesz…jestem śpiący. Chyba się już położę. – wybrnął z niezręcznej sytuacji, jednak czuł się z tym źle.
Katia podniosła ze zdziwienia brwi. Była pewna, że miał zamiar powiedzieć jej coś zupełnie innego, ale nie chciała go zmuszać. Ogarnął ją zawód. Myślała, że wreszcie się przed nią otworzy, ale niestety przeliczyła się.
- Dobrze. – westchnęła schodząc z jego kolan. – Dobranoc.
Chciała już odejść, gdy niespodziewanie chłopak złapał ją za rękę.
- Kat. Pamiętaj, że jesteś dla mnie bardzo ważna. – szepnął całując ją w policzek, po czym szybko ruszył w stronę schodów, wiodących do jego dormitorium. Lekko odurzona dziewczyna stała jeszcze chwile, po jego zniknięciu, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w przestrzeń. Uśmiechnęła się lekko, zdając sobie sprawę z tego, co powiedział jej Remus.
komentarze [61]
Błogie lenistwo >> poniedziałek, 9 kwietnia 2007 00:34:10
Chce pisać częściej. Ale mi to nie wychodzi! Ech... okropna jestem wiem. Na szczęście po wielu bólach napisałam kolejny rozdział. O dziwo nie jest zły xD Miło mi, że czekałaś jelonko;) 14 dzień? O ja cie jesteś wielka^^ Bardzo mi miło i dziękuję;*
Dodałam nową muzykę. Strasznie mi się podoba! Ta piosenka po prostu mnie zauroczyła! Nie wiem czy pasuje do opowiadania. Jak myślicie? Hmm... zapraszam na nowy rozdział. Mam nadzieję, że jakoś go przełkniecie. Acha i Wesołych Świąt kochani!:*
***
Minęły dwa dni od przyjazdu do Hogwartu. Megie, zaraz po powrocie z wioski, zaczęła głośno witać się z przyjaciółkami i wypytywać o to, jak spędziły święta. Kiedy tylko Katia wspomniała, że w Wigilię odwiedziła ją rodzina Blacków, obie dziewczyny prawie pospadały z krzeseł.
Dziwnym trafem Syriusz i James znaleźli się w końcu. Okazało się bowiem, że ci dwaj kawalarze zaspali na pociąg. Obudzili się o 11, podczas gdy pociąg odjechał ze stacji równo o 7.15. Rodziców Jamesa nie było w tym czasie w domu, więc nikt nie miał sposobności obudzić chłopców. Ponieważ ojciec Pottera był zapracowany, musieli dojechać na miejsce „Błędnym Rycerzem”. Katia nie miała pojęcia, co to takiego. Dopiero Megie wyjaśniła jej, że jest to „środek transportu dla zagubionych czarodziei i czarownic”.
Upragniony tak przez wszystkich Sylwester miał nadejść nazajutrz. Huncwoci zbierali już potrzebny prowiant do, jak to określili, „odpowiedniego powitania Nowego Roku”. Oczywiście, zapas ognistej leżał już pod ich łóżkami. Whisky było tyle, że spokojnie możnaby napoić nim cały Gryffindor, a osób z tego domu było zaledwie dziesięć. Oprócz naszej siódemki na Sylwestra do zamku przyjechały trzy dziewczyny, z o rok starszej klasy. Ponieważ było ich tak mało postanowili, że spędzą tę noc na wspólnym piciu.
- Dziewczyny, idziecie na kolację? - zapytała Ann, wstając z łóżka. Przez cały dzień nie robiły właściwie nic. Cały czas wylegiwały się w swoich posłaniach, wstając tylko od czasu do czasu do toalety, albo po wodę stojącą na szafce.
- Wiesz, ja sobie daruje. Chyba wezmę się za odrabianie lekcji, bo z tego, co nam zadali na święta, nic nie ruszyłam - odpowiedziała Megie, sięgając po podręczniki.
- A ty, Kat? - blondynka popatrzyła na koleżankę z nadzieją. Nie miała ochoty iść sama.
- Nie jestem głodna.
Dziewczyna przekręciła się na bok, przykrywając głowę poduszką.
- Ale z was lenie! - wzburzyła się Ann. - Ale w takim razie ja też zostaje.
Klapnęła z powrotem na swoje łóżko, łapiąc po drodze książkę, którą od paru dni nieustannie czytała.
***
- Dziewczyny, wstawajcie.
- Co się stało? – zapytała zaspana Katia.
- Jak to co? Idziemy na śniadanie. – odpowiedziała Ann, wkładając swoją szarą bluzę.
- Daj mi spokój. – dziewczyna zakryła się szczelnie kołdrą i ani myślała podnosić się choćby o centymetr do góry.
- O nie, moja droga. – Ann ściągnęła z przyjaciółki kołdrę i zrzuciła ją na ziemię. - Dzisiaj nie będziemy się lenić. Najwyższy czas coś zrobić! W końcu dzisiaj Sylwester! – krzyknęła entuzjastycznie.
Katia podniosła się, mrucząc pod nosem coś niezrozumiałego. Megie też wstała po tym, jak Ann powtórzyła na niej ściąganie kołdry.
- Wracam za dziesięć minut, a do tego czasu macie być ubrane! – zarządziła jasnowłosa, po czym wyszła z pokoju.
Katia i Megie spojrzały się na siebie, a po chwili obie leżały z powrotem na swoich łóżkach.
- No ja was chyba zamorduję! – krzyknęła Ann, wracając po niespełna minucie. Chciała się upewnić, że dziewczyny coś robią, a tymczasem zastała je na powrót w łóżkach. Zdenerwowana, za pomocą różdżki, oblała je lodowatą wodą. Obydwie wrzasnęły i natychmiast zerwały się do pozycji pionowej, patrząc wściekle na Ann.
- Nie umiecie po dobroci to musiałam użyć siły. – uśmiechnęła się, cofając w stronę wyjścia.
W jej stronę poleciała ogromna puchowa poduszka, która trafiła centralnie w czoło Ann.
- Ej! Ja wam pokażę! – zawołała ze śmiechem.
Tak rozpętała się wojna , która przeniosła się z dormitorium aż do łazienki. Ann wylądowała pod prysznicem, a Megie, korzystając z okazji odkręciła wodę. W całej wierzy Gryffindoru dało się słyszeć krzyk, jaki wydała z siebie panna Vence.
***
Cały dzień zleciał nie wiadomo kiedy. Po porannej bitwie dziewczyny rozbudziły się już całkowicie. Ann zapowiedziała przyjaciółkom, że nigdy im tego nie zapomni, ale one nie przejęły się tym zbytnio. Teraz wszystkie trzy szykowały się do tej hucznej, dziesięcio-osobowej imprezy, jaką postanowili wyprawić Huncwoci. Katia ciągle myślała tylko o jednej osobie. Bardzo dobrze widoczne było to, że Remus starał się unikać spotkania z nią. Zawsze, gdy go widziała, gdzieś się spieszył. Albo tylko udawał, że się spieszy. Zaczynało to być męczące. Wiedziała, że musi z nim koniecznie porozmawiać jeszcze dzisiaj. Nie chciała wkraczać w nowy rok skłócona z nim. Zachowywał się dziwnie, ale z pewnością musiał mieć jakieś swoje powody. Nie wiedziała jeszcze jakie, ale czuła, iż kiedyś się o tym dowie. Skoro on nie chce, to nie będzie go popędzać.
Niespodziewanie do ich pokoju wpadł James.
- Chodźcie, już wszystko gotowe! – zawołał radośnie, po czym zaczął zbiegać ze schodów, a raczej po nich zjechał, bo nagle stały się płaskie. Huncwoci zawsze mieli swoje sposoby na dostanie się do sypialni dziewcząt. Nikt nie wiedział jakie, a oni nie mieli zamiaru kogokolwiek obdarowywać tak przydatną wiedzą. W tym momencie Potter był tak szczęśliwy, że zapewne zupełnie o tym zapomniał, co skończyło się bolesnym zjazdem w dół.
Dziewczyny nie miały pojęcia, co wprawiło go w taki stan euforii, więc zaciekawione, gdy tylko schody powróciły do swojego pierwotnego kształtu, zeszły po nich wprost do Pokoju Wspólnego.
Wszystko wyjaśniło się od razu. Na środku pokoju stała Lily, wraz z jakąś swoją koleżanką, której Katia zupełnie nie kojarzyła.
- No to nasze grono trochę się powiększyło, ale James najwyraźniej bardzo się z tego cieszy. – szepnęła jej do ucha Ann.
Wszystkie trzy uśmiechnęły się znacząco. Katii nie za bardzo podobała się perspektywa spędzenia z tą rudowłosą dziewczyną nocy Sylwestrowej, ale nic w tej sprawie nie mogła zrobić. Z grzeczności rzuciła jej tylko krótkie „cześć”, po czym usiadła na kanapie.
- To co, zaczynamy zabawę?! – bardziej stwierdził niż zapytał Syriusz. Włączył głośno muzykę i złapał za butelkę ognistej.
- My idziemy na górę! – Lily, starając się przekrzyczeć hałas, złapała za swój kufer. James jednak wyprzedził ją, nie pozwalając na to. Zaczął przekonywać rudowłosą żeby została. Ukląkł przed nią i zaczął robić to, co wychodzi mu najlepiej. A ściśle rzecz biorąc. Zaczął denerwować pannę Evans swoim gadaniem, która z każdym nowym słowem stawała się coraz bardziej czerwona. Katia odwróciła głowę w przeciwną stronę, zupełnie nie zainteresowana tą scenką.
- Syriusz, ścisz to! Chcesz, żeby zaraz zlecieli się tu wszyscy nauczyciele?! – krzyknęła Megie, zatykając uszy rękoma.
- Nie martw się! Rzuciłem zaklęcie i do reszty zamku nie przedostanie się żaden dźwięk! – odkrzyknął jej wyraźnie zadowolony.
- Ale mi zaraz popękają bębenki! – dołączyła się Ann.
- Trudno. Ja prowadzę tę imprezę, więc to ja ustalam rodzaj i głośność muzyki. – wyszczerzył się prowokująco.
- Kto ci tak powiedział?! – sfrustrowała się Ann. – Czekaj no, ja ci już pokażę!
Dziewczyna zerwała się z siadu i zaczęła gonić Huncwota po całym Pokoju Wspólnym. Katia pokręciła głową i uśmiechnęła się lekko. Poczuła, jak druga strona sofy ugina się pod czyimś ciężarem. Natychmiast odwróciła wzrok w tamtą stronę. Przeszyło ją bardzo znane już ciepło, ogarniające jej ciało, gdy tylko on był blisko. Siedział na samym brzegu, podpierając łokcie na kolanach. Jedną dłoń zacisnął na swoim nadgarstku, zaś drugą trzymał, napełniony do połowy kieliszek szampana. Patrzył się w ziemię, a jasne włosy zakrywały prawie połowę jego bladej twarzy. Na lewym policzku po boku miał przyklejony plaster. Chociaż powinno go to oszpecać, jemu w jakiś niewyjaśniony sposób dodawało uroku.
Blondynka poruszyła się niespokojnie, czym zwróciła uwagę chłopaka. Spojrzał się na nią powoli, przy czym lekko rozchylił usta. Przez Gryfonkę przeszła jeszcze większa fala gorąca. Jego wargi wyglądały wręcz zapraszająco. Miała ogromną ochotę poczuć ich ciepło i smak. Zaczerwieniła się, gdy tylko dotarło do niej, o czym właściwie myśli. Przeniosła wzrok wyżej, napotykając na błękitne oczy. Mogłaby wpatrywać się w nie bezustannie całymi godzinami. Uwielbiała zatracać się w ich cieple i łagodności. Słyszała kiedyś, że oczy są odzwierciedleniem duszy. W tej chwili mogła przyznać całkowitą rację autorowi tych słów. Remus był dokładnie taki sam, jak jego oczy. Zawsze spokojny, opanowany i pełen dobroci, którą skrywał pod maską swej nieśmiałości.
Patrzyliby się na siebie jeszcze długo, gdyby nagle ktoś im nie przerwał.
- Szampana? – uśmiech Syriusza był powalający. Każda dziewczyna rozpłynęłaby się zapewne ze szczęścia, że to właśnie ją nim obdarzył. Jednak Katia najspokojniej w świecie pokiwała głową i odebrała z jego rąk lampkę trunku. Nie rozpalał jej. Nie doprowadzał do tak skrajnych uczuć jak Remus. To prawda, był przystojny. Nawet bardzo, ale ona szukała czegoś więcej. Szukała zrozumienia i stałości, czym niestety pan Black się nie odznaczał. Zresztą, nawet, gdyby posiadał takie cechy to i tak nie miał w sobie tego czegoś, co ciągnęło Katie. Jakiejś niewyjaśnionej magii, w której można było się zatracić.
Syriusz usiadł pomiędzy Remusem, a Katią, przy czym objął dziewczynę ramieniem. Gryfonka skamieniała. Nie spodziewała się po nim czegoś takiego. Zachował się doprawdy bezczelnie, czego jasnowłosa nie miała zamiaru tolerować. Zerwała się natychmiast, patrząc gniewnie na chłopaka.
- No co? – zapytał zdziwiony. We włosy zaplatały mu się pojedyncze pióra. Zapewne Ann dopadła go z poduszką w rękach. Mimowolnie kąciki ust Kati zadrgały lekko. Szybko jednak się uspokoiła.
- Nic. – odpowiedziała, ruszając w stronę Megie. Nie obejrzała się za siebie. Czuła dziwny lęk przed przebywaniem sam na sam z Lupinem i Blackiem. Skąd się on brał? Może bała się, że Remus dowie się o jej pocałunku z jego przyjacielem, a wtedy zapewne zupełnie odwróci się od niej. Tak to chyba najtrafniej określało obawy Gryfonki.
- No, jeszcze dwie godziny do północy. – zaśmiała się Megie. Widać, że szampan już uderzył jej do głowy.
- No właśnie, dwie godziny. – wtrąciła Ann – Dlatego przystopuj trochę z tym alkoholem, bo nie dotrwasz nawet do dwudziestej trzeciej.
Brunetka machnęła lekceważąco ręką, upijając kolejny łyk ze swojego kieliszka.
- I mów jej, a ona swoje. – westchnęła blondynka
- Cześć dziewczyny, i jak tam? – nachlany do granic możliwości Potter, oparł się o ramię Katii.
- Dobrze – odparła panna Moreto, krzywiąc się przy tym. Od okularnika czuć było spore ilości rozmaitych trunków. Chłopak czknął, wylewając na dywan całą zawartość swojej szklanki.
- Potter, uważaj co robisz!
- Liluś!
- Żadna Liluś głąbie, nie dotarło jeszcze do ciebie?! – zdenerwowała się rudowłosa. Najwyraźniej Rogaczowi udało się ją przekonać, aby została.
Chłopak nic nie odpowiedział. Osunął się nieprzytomnie na dywan, zamykając oczy.
- Wiedziałam, że tak będzie! – krzyknęła Lily – Tak to jest bawić się z Huncwotami! Najpierw się nawalą, a potem pilnuj, żeby nie zrobili niczego głupiego!
- Oni robią głupie rzeczy nawet, gdy są trzeźwi. – powiedziała Katia, lustrując dokładnie wzrokiem Jamesa.
- Jeden diabeł. – mruknęła Evans – Chociaż z całej tej bandy idiotów można liczyć na Remusa.
W żołądku Katii coś wykonało niebezpieczny piruet. I nie było to wcale miłe uczucie. Nienawidziła, kiedy rudowłosa wspominała o Lupinie. Spędzali razem dużo czasu. Mieli ze sobą wiele wspólnego. Obydwoje byli perfektami i oboje uwielbiali naukę, tak więc spędzali razem godziny na wspólnym odrabianiu prac domowych w bibliotece. Katia była pewna, że Lily bardzo lubi Remusa. Zresztą, to było wyraźnie widać. Zwracała się do niego normalnie, często się uśmiechała i nigdy nie obdarzała pogardliwym spojrzeniem, jakie często skupiało się na Jamesie.
Jasnowłosa zacisnęła pięści. Nie lubiła tej całej Evans to było pewne i wiadome od zawsze. Ale teraz, gdy pomyślała o tym, że mogłaby ona darzyć Remusa jakimś większym uczuciem, budziła się w niej ogromna złość przemieszana z nienawiścią.
komentarze [79]
Powrót >> środa, 14 marca 2007 12:07:46
Przepraszam, że tak długo nie pisałam! Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, chyba że brak weny jakoś to wyjaśni. Dziękuje za wszystkie komentarze. Z 20 kilku zrobiło się 104 to niesamowite! Naprawdę bardzo wam za to dziękuje:) Widzę, że pojawiło się kilka nowych osób. Tak, więc cieszę się, ze podoba wam się ten fan fick;) To naprawdę bardzo miłe i daje mi wiele radości, kiedy czytam tak miłe komentarze. Nie wiem, kiedy będzie nowa notka.. to w dużej mierze zależy od was;P Nie podoba mi się ta częśc. Jednak długo już nic tu nie było, a więc musze ją zamieścić. Zapraszam na notkę;*
***
Spokojny wiatr kołysał delikatnie drzewa. Ptaki zaczynały śpiewać, a cała przyroda wraz z ludźmi budziła się do życia. Słońce dopiero wynurzało się zza horyzontu coraz bardziej rozświetlając błękitne niebo. Wpatrzona w malowniczy krajobraz wschodu dziewczyna oparła się łokciami o parapet wzdychając. W dłoni trzymała mały srebrny wisiorek. Prezent od Remusa. Był śliczny i choć mniej imponujący od kolczyków, które podarował jej Black drogocenniejszy.
Dzisiaj miała nadejść tak niecierpliwie oczekiwana przez Katię chwila. A mianowicie dziś wracała do Hogwartu. Akurat na sylwestra, dokładnie tak jak umówiła się z przyjaciółmi. Kufer spakowała już poprzedniego wieczoru zostawiając sobie tylko ubranie na zmianę.
Teraz, gdy obudziła się rano nie miała najmniejszej ochoty na szykowanie się do wyjazdu. Była taka niepewna. Nie wiedziała, co będzie dalej z Blackiem, a tym bardziej Remusem. Czy to wszystko naprawę tak dużo namiesza między nimi?
- Katia szykujesz się? – dobiegł ją z tyłu głos pani Moreto.
- Tak już. – odparła odchodząc od okna i biorąc w ręce potrzebne jej rzeczy.
Po spędzonych w łazience dobrych piętnastu minutach była gotowa do wyjścia.
Zeszła na dół, a gdy weszła do kuchni zauważyła swoją matkę pochylającą się nad jakimś pergaminiem.
- Co to? – zapytała bez zastanowienia. Pani Nicole podskoczyła gwałtownie do góry słysząc głos córki.
- Boże dziecko przestraszyłaś mnie.
- Co to jest? – powtórzyła pytanie marszcząc przy tym brwi.
- Co? Ach to! – zreflektowała się wskazując na pergamin. – To oferta tego ośrodka, do którego chcemy jechać na narty.
Katia podrapała się nieznacznie po głowie.
- Wy naprawdę chcecie jechać na te narty? Ze mnie to kaleka w takich sprawach i na pewno od razu się wywalę.
- Nie przesadzaj kochanie nikt z nas nie umie jeździć. – uśmiechnęła się ciepło w stronę córki.
- A tak w ogóle to kiedy jedziemy? – zapytała wkładając do ust łyżkę płatków owsianych.
- Chcieliśmy jakoś zaraz na początku twoich feri. Kiedy macie je w Hogwarcie?
- Od 27 stycznia. – mruknęła żując kolejną porcie płatków.
- To akurat. Ferie Missy zaczynają się dwa dni wcześniej. Posiedzi najwyżej trochę w domu.
Katia pokiwała głową przyznając matce rację.
- Dziękuję. – powiedziała wstając od stołu.
- Katia zjedź do końca! – zganiła ją pani Moreto. Miała ona ogromne uprzedzenia, co do nie jedzenia śniadania. Zawsze wpychała w swoje dzieci ile tylko się dało. Oczywiście jej mąż też nie omieszkał uniknąć tej mordęgi.
- To jak gotowa? – Katia odetchnęła z ulgą, gdy do kuchni wszedł jej ojciec.
„W samą porę.” – pomyślała.
- Tak już idę. – podchwyciła rozmowę byleby tylko jak najszybciej zniknąć z oczu pani Nicole.
***
- Ann przestać to robić!
- Co robić? – uśmiechnęła się niewinnie dziewczyna.
- Stukać tym lizakiem o zęby! Denerwuje mnie to! – w Kati aż się zagotowało.
- A o to ci chodzi. – zaśmiała się dalej stukając.
- No ja z nią nie wytrzymam! - uśmiechnęła się szturchając lekko koleżankę - Jak myślisz gdzie są chłopcy? – zmieniła niespodziewanie temat.
Ann momentalnie przestała się wygłupiać i spojrzała na przyjaciółkę.
Cała trójka Huncwotów nie pojawiła się w pociągu, ani nawet na stacji. Dziewczyny myślały jednak, że wsiedli już do pociągu, jednak jak się okazało nigdzie nie było ich widać.
- A bo ja wiem. – odezwała się Ann wzruszając ramionami. – Ale obiecuje ci, że jak nas wystawili to każdy dostanie ode mnie w łeb. – dodała poważnie.
Katia uśmiechnęła się i nic już nie mówiąc wpatrzyła się w okno.
Nie wiedziała, co stało się z Huncwotami. Miała tylko nadzieję, że albo są gdzieś w pociągu, albo przyjadą niedługo własnym środkiem transportu. Przecież nie mogli je okłamać. A może jednak? Może siedzą teraz u Jamesa i zaśmiewają się z ich naiwności, a Black dodatkowo opowiada Potterowi o swoich podbojach związanych z Katią. Nie… potrząsnęła głową starając wyrzucić się z niej te myśli. Oni nie są tacy. A poza tym w Hogwarcie został Remus, nie wystawiliby go. Na myśl o Lupinie blondwłosą przeszedł ciepły dreszcz. Już niedługo go zobaczy. Zobaczy znów jego śliczne oczy, które za każdym razem przeszywały ją na wylot.
***
Gdy pociąg dojechał na stację Hogmesmade, obie dziewczyny dźwigając kufry wyszły czym prędzej na peron.
- No ciekawe. Tych głupków nigdzie nie ma. – powiedziała Ann z przekąsem.
- Znajdą się. – odpowiedziała Katia, jednak w jej głosie słychać było nutkę niepewności.
- Dobra chodź do zamku. Przywitamy się z Megie i Remusem. – uśmiechnęła się w stronę blondynki wypowiadając ostanie słowo.
Na policzki Kati wpłynął lekki rumieniec.
- Czy ty coś sugerujesz? – zapytała z udawanym oburzeniem.
- Nie… ja? Skądże znowu. – odwróciła się i ruszyła powoli w stronę zamku.
Katia kręcąc głową i z delikatnym uśmiechem na ustach ruszyła za nią. Błonia były w tej chwili okryte olbrzymią warstwą białego puchu. Łyse drzewa w zakazanym lesie także poryte były dość sporą warstwą śniegu, co trochę zmniejszało grozę jaką budziły w wielu uczniach. Nagle z nieba zaczął prószyć mały śnieg.
- Ogh. Nienawidzę kiedy pada. – oznajmiła niespodziewanie Ann.
- No co ty. To… piękne. – powiedziała patrząc w górę.
- Dla mnie to ten śnieg może leżeć na ziemi, ale jak spada z nieba to moczy mi włosy. – burknęła niezadowolona.
- A co ci to przeszkadza? – zaśmiała się rozbawiona miną przyjaciółki Katia.
- To przeszkadza, że nie lubię mieć mokrych włosów. – wystawiła jej język narzucając szybsze tempo.
Śnieg zaczynał padać coraz mocniej, co chyba zmobilizowało Ann do szybkiego dotarcia do zamku.
Po kilku minutach wpadły zdyszane przez wrota zamku wraz z kilkoma innymi osobami, które szły za nimi. Na zewnątrz była już ogromna zawierucha.
- Dobrze, że zdążyłyśmy przed najgorszym. – odetchnęła z ulgą mniejsza blondynka.
***
- Dlaczego tu nikogo nie ma? – zapytała Ann otwierając drzwi ich dormitorium.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że i Pokój Wspólny był całkowicie opustoszały. Obie spodziewały się raczej zobaczyć Megie czytającą książkę lub robiącą cokolwiek innego.
- Gdzie ona mogła się podziać? – zapytała siebie Katia zawracając w stronę dormitorium chłopców.
- Co robisz? – zdziwiła się jej przyjaciółka.
- Zobaczę może jest u Remusa.
- Czekaj idę z tobą!
Jednak w dormitorium chłopaków nie było nawet Remusa, a co dopiero mówić o Megie.
Katie przeszedł zimny dreszcz. Nie miała pojęcia gdzie wszyscy jej przyjaciele się podziewają, a nie lubiła trwać w nieświadomości.
- Tu nikogo nie ma. Chodź poczekamy w pokoju, przy okazji się rozpakujemy. – odezwała się Ann ciągnąc dziewczynę do wyjścia.
Blondynka niechętnie ustąpiła koleżance. Była tak rozkojarzona, że podczas wyjmowania swoich rzeczy z walizki przewróciła lampkę stojącą na jej stoliku nocnym tuż przy łóżku.
- Cholera. – zaklęła próbując zebrać pozostałości po niej. Przez nieuwagę skaleczyła się ostrą porcelaną.
- Czekaj. – mruknęła Ann – Reparo!
Lampa natychmiast złożyła się z powrotem w całość.
- Dzięki. – powiedziała Katia wstając.
- Idź z tym do pielęgniarki. – wskazała na lekko zakrwawioną rękę dziewczyny.
- Ech.. masz racje. Czy ja zawsze musze coś sobie zrobić? – westchnęła.
***
Remus bez celu błądził po korytarzach Hogwartu. Nie miał, co z sobą zrobić. Teraz zaczął trochę, żałować, że nie poszedł z resztą uczniów do Hogmesmade. Jednak jeszcze godzinę temu ten pomysł wydawał mu się absolutnie nieprzyjemny. Chciał odpocząć od ludzi, jednak teraz, gdy został całkowicie sam przestało mu to odpowiadać.
Zmęczony już tym tułaniem się po zamku przysiadł na oknie. Otworzył je na oścież wpatrując się w pokryte białym puchem błonia. Niespodziewanie zaczął padać śnieg. Chłopak tylko uśmiechnął się lekko widząc jak białe płatki, pod wpływem wiatru lądują na jego ręce. Czuł przyjemny chłód, który przeszywał całe jego ciało. Odetchnął głęboko ciesząc się orzeźwiającym i zimnym powietrzem.
Zaważył z daleka jakiś ruch. Kilka czarnych kropek biegło w stronę zamku. Przeszedł go dreszcz. Przecież dzisiaj miały wrócić do Hogwartu Katia i Ann! Jak mógł o tym zapomnieć? Oczywiście Megie nie była tak dobra, aby mu o tym przypomnieć, a teraz sama bawiła się świetnie w wiosce zapewne popijając kremowe piwo i śmiejąc się jak tylko najgłośniej może. Postacie, które widział z daleka wchodziły już do zamku. W tej ogromnej zawierusze nie mógł dostrzec czy były, wśród grupy tych ludzi także dwie blondynki. Westchnął, przymykając oczy i oparł się o zimny mur. Nawet jeśli przyjechały nie miał zamiaru iść teraz do wieży Gryffindoru przywitać je. Nie czuł się jeszcze gotowy na rozmowę z Katią, a bez wątpienia musiała takowa niedługo nadejść. Za każdym razem, gdy widział dziewczynę czuł się bardzo dziwnie. Serce zaczynało przyśpieszać swój rytm, a chłopak czuł jakby ktoś oblał je wrzątkiem, ponieważ we wszystkie strony jego ciała rozchodziło się, nieznane mu dotąd ciepło.
Powoli otworzył oczy i przypatrując się dalej przepięknemu krajobrazowi za oknem westchnął.
Wstał z parapetu i ruszył dalej prostym korytarzem.
***
Blondynka szła szybko w stronę skrzydła szpitalnego. Skaleczona ręka zaczynała coraz bardziej boleć. Dziewczyna bała się takich skaleczeń. Wszystko byle nie szkło, porcelana i wszystko inne, co mogłoby utkwić w postaci małego kawałeczka w ranie. Szła tak nie zważając na nic, aż w końcu poczuła, że na kogoś wpadła. Żeby się nie przewrócić oparła się niechcący o chłopaka zranioną ręką. Syknęła z bólu czując jak napiera nią, aby się podtrzymać.
- Nic ci nie jest?
Spojrzała w górę. Zobaczyła przenikliwe niebieskie oczy wpatrujące się w nią z troską.
Speszona cofnęła się o krok.
- Nie. Dzięki. – powiedziała odwracając wzrok.
Już chciała iść dalej, gdy poczuła, że ktoś łapie ją za przegub skaleczonej dłoni.
- Co się stało? – zapytał Remus oglądając uważnie rany.
- N…nic. – na policzki dziewczyny wstąpiły rumieńce.
Próbowała wyrwać dłoń, ale chłopak był zbyt silny.
- Musisz z tym iść do skrzydła.
- A co ja w tej chwili robię? – zapytała z lekką pretensją w głosie.
Chłopak nie wiedział, co powiedzieć. Puścił jej dłoń.
- A więc nie zatrzymuje. – powiedział i odwrócił się do niej plecami.
- Remus zaczekaj!
Chłopak przystanął i odwrócił się w stronę jasnowłosej.
- Możemy porozmawiać? – zapytała niepewnie.
- Później. Teraz idź obandażuj rękę. – odparł i ruszył dalej .
Katia poczuła żal w sercu. Chciała żeby został, w końcu tak dawno się nie widzieli. Zrezygnowana udała się w stronę skrzydła szpitalnego, jednak nie mogła wiedzieć, że chłopak z godłem domu lwa obejrzał się jeszcze za nią, a w jego niebieskich oczach połyskiwały iskry smutku.
komentarze [45]
Niespodziewany gość >> poniedziałek, 29 stycznia 2007 17:17:05
Jestem z siebie dumna! Dodaje drugą notkę w tym samym miesiącu xD No, ale jakoś mnie wzięło i się rozpisałam;) Mam nadzieję, że będzie się wam podobać bo szczerze mówiąc to mi tak średnio. No, ale zapraszam do przeczytania;*
***
Stacja King Cross zbliżała się w nieubłaganym tempie. Wszyscy zaczęli zdejmować z półek swoje rzeczy i powoli wychodzić na korytarz. Katia trzymała się blisko Ann. Razem stały już z bagażami tuż przy wyjściu gotowe do szybkiego opuszczenia pociągu. Za nimi uzbierała się spora grupka innych uczniów. W końcu pociąg zaczął hamować. Mniejsza blondynka otworzyła drzwi i wyszła za to Katia zaczęła podawać jej walizki. Syriusz i James zapewne błąkali się jeszcze po przedziale.
„Jak zwykle można na nich liczyć” – pomyślała z sarkazmem blondynka.
Gdy wydostały się już na zewnątrz stanęły z boku czekając na resztę przyjaciół. Pojawili się po jakiś pięciu minutach.
- Lepiej jak pożegnamy się już tutaj. – oznajmił Porter stawiając swój kufer.
- Masz rację. – uśmiechnęła się Katia.
- W takim razie Wesołych Świąt i pamiętajcie…
- Na Sylwestra spotykamy się wszyscy razem w Hogwarcie. – przerwał mu Syriusz. – James mówisz już to piąty raz!
- No i co z tego? – oburzył się Rogacz. – Lepiej żeby wam się wryło w pamięć.
Black pokręcił z dezaprobatą głową. Po chwili jednak zostawił Pottera i podszedł do Kati.
- Do zobaczenia. My się niedługo spotkamy.
- Co? Jak to? – chłopak tylko uśmiechnął się i odszedł w przeciwną stronę ciągnąc za sobą Jamesa.
- Dziwny jakiś. – powiedziała Ann spoglądając na niknącego w tłumie ludzi Blacka.
- Tak. Chodź już lepiej.
Obie skierowały się w stronę wyjścia prowadzącego do mugolskiego Londynu. Szybko przeszły przez barierkę i zaczęły rozglądać się za swoimi rodzicami. Katia spostrzegła w oddali swojego ojca, który szedł w jej stronę.
- Ja już lecę na razie Ann.
Pocałowała dziewczynę w policzek i ciągnąc za sobą kufer zaczęła iść ku panu Moreto.
- Cześć kochanie. – powitał radośnie córkę głaszcząc ją po głowie. – Daj mi to.
Pochwycił w jedną rękę bagaż, który był dla dziewczyny tak ciężki. Skierowali się w stronę samochodu, a po załadowaniu wszystkiego wsiedli i ruszyli.
- Jak tam w szkole? – zapytał pan Moreto.
Katia nie znosiła tego pytania, ale zawsze odpowiadała na nie grzecznie.
- Wszystko dobrze.
- Cieszę się. – na usta mężczyzny wstąpił szeroki uśmiech. – Wiesz nieźle mi się układa w tej nowej pracy. I tak sobie pomyślałem…
Jasnowłosa spojrzała na niego pytająco.
- Tak sobie pomyślałem, że może urządzilibyśmy sobie mały wypad na narty?
- To świetny pomysł. Ale ja nie umiem jeździć na nartach!
- Och to nie problem. – machnął lekceważąco ręką. – Zatrudnimy instruktora.
- Jeśli tak to ja się na to pisze. – uśmiechnęła się i oparła wygodnie o siedzenie. - Dobrze nam to zrobi. Wreszcie spędzimy trochę czasu razem.
***
- Nareszcie kochanie jesteś w domu! – krzyknęła szczęśliwa Nicole Moreto ściskając córę ze wszystkich sił.
- Mamo udusisz mnie.
- Och. Przepraszam.
Odsunęła się trochę od dziewczyny dokładnie się jej przyglądając.
- No proszę jak wyładniałaś przez te kilka miesięcy.
Blondynka zarumieniła się tylko w odpowiedzi.
- Mamo nie rozmawiajmy o takich rzeczach.
- Oczywiście kochana jak chcesz. – uśmiechnęła się ciepło – A teraz idź na górę i rozpakuj się.
- A gdzie Missy ? – zapytała dziewczyna rozglądając się po domu.
- Jest jeszcze w szkole, a dokładniej w kinie z klasą. To już ostatni dzień. Potem ma wolne aż do Sylwestra. – odpowiedział jej ojciec.
- Poinformujcie mnie jak wróci. Wole się przygotować na spotkanie tego małego potworka.
- Katia! – zganiła ją matka.
- No co? – rzuciła niewinnie i pognała ile sił w nogach na górę.
Pan Moreto postawił już kufer w jej pokoju. Nic się w nim nie zmieniło. Jak ostatnio kremowo białe ściany i lekko brązowe zasłony. Blondynka zamknęła drzwi i rzuciła się na łóżko.
- Ja dobrze być w domu. – powiedziała uśmiechając się pod nosem.
Była tak zmęczona, że nawet nie spostrzegła, kiedy zmógł ją sen.
***
- Wstawaj śpiochu! – ktoś wydarł się brutalnie do ucha blondynki.
- Missy! Co ty do cholery wyprawiasz?! – rzekła z oburzeniem Katia.
- Jak to, co? Budzę cię. – wyszczerzyła się zabawnie dziewczynka.
Katia zrezygnowana przewróciła oczami. Z jej siostrą dyskusje nie miały sensu.
- Chodź no tu. – złapała małą za rękę i zaczęła czochrać jej włosy.
- Nie przestań! – krzyczała śmiejąc się.
- To taka nauczka dla ciebie na przyszłość. – uśmiechnęła się dziewczyna powoli wstając z miękkiego posłania.
- Tak właściwie to, po co mnie budzisz? Nie mogłaś poczekać aż zrobię to sama? – zapytała ziewając przeciągle.
- Nie, bo ktoś musi mi pomóc ubierać choinkę.
- Trzeba było tak mówić od razu. – uśmiechnęła się ciepło.
Obie wyszły z pokoju i ruszyły do salonu. Stała tam już świeża choinka, która czekała tylko na to, aby ją ubrać. Missy złapała bombki i ruszyła szybko w stronę zielonego drzewka.
- Czekaj najpierw lampki! – powstrzymała małą blondynka.
***
Nadeszła tak długo oczekiwana przez wszystkich Wigilia. Pod pięknie przyozdobioną choinką znajdowały się już prezenty. Katia ubrana w elegancką, czarną suknie stała w progu kuchni opierając się o drzwi.
- Mamo długo jeszcze? – zapytała wyraźnie zniecierpliwiona.
- Już, już. Masz postaw to na stole. – podała córce miskę pełną sałatki.
- Po co tyle tego wszystkiego? Przecież jest nas tylko czwórka. Nie damy rady tego zjeść. – powiedziała dziewczyna powoli kierując się do Wigilijnego stołu.
- Przy posiłku nie będziemy tylko my. – odpowiedział jej ojciec poprawiając przed lustrem krawat.
- Jak to? – zapytała marszcząc zabawnie nos.
- Przyjdzie mój znajomy z pracy ze swoimi dwoma synami.
- Że co?! Przecież to święto rodzinne! – oburzyła się blondynka.
- Tak, ale to nadzwyczajna sytuacja. Zrozum kochanie mam z nim do ustalenia pewien projekt, a tak się składa, że on jest na wyższym stanowisku niż ja.
- Tato, ale…
- Kocham cię malutka.
Pan Moreto pocałował córkę w czoło i odszedł w stronę kuchni.
- Nicole mogłabyś mi pomóc?
- Z tobą zawsze są problemy. – pani Moreto szybko zaczęła poprawiać mężowi krawat.
Katia zaśmiała się cicho.
- Co jest? – dobiegł ją głos z dołu.
No tak nie zauważyła nawet, kiedy jej siostra zeszła na dół. Miała na sobie słodką niebieską, sukienkę z obszytymi cekinami rękawami.
- Nic. – poczochrała małą po główce, gdy nagle zabrzmiał dzwonek do drzwi.
- Ja otworze! – krzyknęła szybko Missy i pognała w stronę drzwi.
Katia powoli ruszyła za nią jednak, gdy ujrzała, kto stoi w przedpokoju zdębiała i lekko rozchyliła usta w geście zdziwienia. Otóż w jej przedpokoju stał nikt inny jak Syriusz Black!
- Cześć. – uśmiechnął się do niej zawadiacko – Mówiłem , że się spotkamy. – szepnął jej do ucha przy okazji całując w policzek.
- Witam młoda damo czy są rodzice.? – zadał jej pytanie poważny mężczyzna zapewne ojciec Łapy bo któżby inny? Jednak jego syn wcale nie był do niego podobny.
- Tutaj jesteśmy. – uśmiechnął się pan Moreto jednak jego gest nie został odwzajemniony przez nikogo z rodziny Blacków. Obydwaj mężczyźni ścisnęli sobie ręce, a matka Kati zaprosiła wszystkich do salonu. Jasnowłosa zauważył brata Syriusza, który wydawał się być tak samo dumny i arogancki jak jego rodzice.
„To będzie długa kolacja” – pomyślała z przekąsem blondynka.
Najpierw wszyscy złożyli sobie życzenia, a potem zasiedli do stołu i zaczęli jeść. Państwo Black zachowywali się jakby byli w jakiejś niesamowicie drogiej restauracji i do tego ich miny. To jak dokładnie posługiwali się sztućcami. Jedynie Syriusz był sobą. Dziewczynę zdziwiło to jak bardzo różni się od swoich rodzicieli. Widać było wyraźnie, że nie przepada za nimi zresztą z wzajemnością. Sytuacja była napięta. W pomieszczeniu słychać było tylko brzęk sztućców o talerze. Nawet Missy nic nie mówiła tylko zerkała na siostrę z lekkim odurzeniem całą tą nieprzyjemną sytuacją. Katia nie mogła znieść już dłużej tego napięcia, dlatego ostrożnie wstała od stołu z zamiarem udania się od toalety.
- Dziękuję. Zaraz wracam. – powiedziała do ojca i szybo wyszła z salonu. Odetchnęła z ulgą. Teraz będzie mogła, chociaż chwile odsapnąć. Weszła do łazienki i delikatnie przemyła twarz wodą. Wytarła ją w ręcznik, gdy nagle usłyszała pukanie do drzwi. Otworzyła je ostrożnie jednak odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła za nimi Łapę.
- Mogę wejść? – zapytał uśmiechając się.
- Czekaj zaraz wyjdę.
- Nie zostań. Chcę pogadać. – złapał jej nadgarstek i zamknął za sobą drzwi.
- O co chodzi? – zapytała patrząc na niego uważnie.
- Właściwie to o nic konkretnego. Chciałem się od nich wyrwać. – wskazał na drzwi .
- Od drzwi? – zaśmiała się blondynka – A co one ci biedaku zrobiły?
- Oj wiesz, że nie o to mi chodzi. – uśmiechnął się szelmowsko.
- Dobra. To teraz powiedz mi, dlaczego nie uprzedziłeś mnie, że masz tutaj przyjechać na Święta? – zapytała dziewczyna zakładając ręce na piersi i opierając się o wyłożoną brązowymi kafelkami ścianę.
- To miała być niespodzianka. – odparł jeszcze szerzej się szczerząc.
- Pff… ładna mi niespodzianka.
- Nie cieszysz się? – podszedł do niej blisko. Stanowczo za blisko. Katia spojrzała na niego zdziwiona. On jednak tylko przyłożył jej palec do ust tym samym uciszając ją. Lekko dotknął policzka dziewczyny, a uśmiech na jego twarzy zniknął. Był teraz taki… poważny? To posunięcie totalnie zaskoczyło blondynkę, która znieruchomiała. Black przyciągnął ją do siebie bliżej obejmując w pasie. Dziewczyna czuła jego ciepły oddech na szyi. Próbowała się odsunąć jednak chłopak był za silny. Delikatnie złapał jej brodę i zajrzał głęboko w oczy. Jego czekoladowe tęczówki przepełnione były teraz ciepłem. Były takie… spokojne, opanowane. Katia nigdy go takim nie widziała. Czy to inna strona Syriusza Blacka? Ta lepsza strona? Blondynce niezbyt podobała się wizja poznania jej. Chłopak uniósł brodę Gryfonki do góry i pocałował w lekko uchylone usta. Nie czując oporu przylgnął do niej całym ciałem przypierając tym samym dziewczynę do ściany. Kati zaszumiało w głowie od natłoku myśli. Jednak zaraz zdrowy rozsądek dotarł do niej przerywając chwile odurzenia.
- Co robisz?! – odepchnęła go od siebie mocno i zatkała usta ręką czując jeszcze na nich ciepło jakie pozostawił chłopak.
- Podobało ci się. – bardziej stwierdził niż zapytał. Uśmiechnął się szeroko otwierając drzwi łazienki.
- Co to miało znaczyć?! – krzyknęła za nim jednak nie uzyskała odpowiedzi. Odszedł w stronę stołu. Zła trzasnęła energicznie drzwiami wychodząc na zewnątrz. Miała do siebie żal o to, że nie odepchnęła go od razu. Nie mogła teraz wrócić do salonu. Za żadne skarby nie chciała widzieć go teraz na oczy. Weszła szybko po schodach i jak burza wpadła do swojego pokoju. Zamknęła drzwi na klucz, kiedy usłyszała ciche stukanie. Rozejrzała się w około. Za oknem spostrzegła sowę. Nie… na jej parapecie siedziały cztery sowy! Przetarła z niedowierzaniem oczy jednak zwierzęta nie znikneły. Podeszła do okna i otworzyła je. W twarz uderzył ją silny powiew mrozu jaki panował na zewnątrz. Wszystkie ptaki wleciały i usiadły na łóżku. Każdy miał ze sobą jakiś balast, a jedna z sów miała nawet dwa. Katia uśmiechnęła się pod nosem. No tak prezenty od przyjaciół zupełnie o tym zapomniała. Swoje wysłała już dwa dni temu. Wzięła od sówek paczki. Które położyła na swoim biurku. Do każdego prezentu był przywiązany list. Dziewczyna wzięła jeden z nich. Serce zabiło jej mocniej na widok tak dobrze znanego jej pisma.
Nasze pożegnanie nie było zbyt miłe. Mam nadzieję, że szybko o tym zapomnimy. O tym, co się stało także. To był błąd. Przepraszam, że to wszystko zacząłem. Życzę ci Wesołych Świąt.
Remus
Dziewczyna zgniotła kartkę w dłoni czując ogarniający ją zawód. A więc dla niego to była zwykła nic nieznacząca pomyłka? Poczuła jak w oczach zbierają jej się łzy. Rozmyślania dziewczyny przerwało pukanie do drzwi.
- Katia jesteś tam? – blondynka rozpoznała ten głos.
- Syriusz daj mi spokój. – powiedziała opierając się rękoma o parapet. Wypuściła sowy na zewnątrz jednak nie zamknęła okna. Była cała rozpalona, a zimno panujące na dworze działało na nią kojąco.
- Proszę. My już idziemy, a chcę ci coś dać.
Jasnowłosa przetarła oczy i przekręciła klucz w zamku, czemu towarzyszyło ciche pyknięcie. Łapa ostrożnie uchylił drzwi patrząc na odwróconą do niego plecami Gryfonkę.
- Czego chcesz? – zapytała sucho.
- Proszę to dla ciebie.
Dziewczyna spojrzała przez ramię na owiniętą czerwonym papierem paczuszkę.
- Dziękuję. – powiedziała biorąc ją do rąk.
- Może odpakujesz? – zapytał uśmiechając się lekko.
Katia zdarła papier i otworzyła wieczko malutkiego pudełeczka. Były w nim długie srebrne kolczyki wysadzane małymi kamyczkami.
- Wyprzedzę twoje pytanie. – wtrącił Syriusz – Są prawdziwe.
- To takie drobne diamenciki? – zapytała zdziwiona.
- Tak.
Dziewczyna zmieszała się nieco. Dlaczego kupuje jej tak drogie prezenty? Przecież są przyjaciółmi! Chociaż po tym, co się stało jeszcze kilkanaście minut temu nie była pewna czy on tak uważa.
- Nie mogę tego przyjąć. – odparła oddając mu pudełko.
- Dlaczego? To mój prezent dla ciebie. – mina kruczowłosego posmutniała nieznacznie.
- Jest za drogi. Nie mogę pozwolić żebyś tyle na mnie wydawał.
- Kat. To Święta. Pieniądze nie mają znaczenia. Proszę przyjmij ten prezent.
Gryfonka zamyśliła się przez chwilę. W końcu miał rację. Nie chciała sprawiać mu przykrości.
- Niech będzie. – odezwała się w końcu. Black słysząc to od razu się uśmiechnął.
- Podoba ci się? – zapytał patrząc na nią uważnie.
- Tak. – odparła bez żadnych emocji.
Chłopak zagryzł dolną wargę prowadząc wewnątrz siebie walkę.
- Przepraszam za to, co zrobiłem.
Katia zamrugała energicznie zwracając wzrok w jego stronę. Czyżby się przesłyszała? Przecież on nigdy nie przeprasza. Zwłaszcza dziewczyn. Rzuca je i tyle.
- Do widzenia. – pocałował ją w policzek i wyszedł z pokoju.
„Tą Wigilię zapamiętam do końca życia” – pomyślała wciąż spoglądając za chłopakiem.
komentarze [100]
Co się z nami dzieje? >> niedziela, 14 stycznia 2007 12:33:33
Nowa notka szybciej niż zwykle;P
***
Ostatnie dni w Hogwarcie przed świętami były dla Kati jednymi z najcudowniejszych w życiu. Czuła się bardzo dobrze, a humor dopisywał jej na każdym kroku. Zapewne miały z tym związek zbliżające się Święta. Jasnowłosa przecież tak bardzo chciała znów ujrzeć swoją rodzinę. Ale głównym powodem tak dobrego samopoczucia był bezsprzecznie Remus. Dziewczyna cieszyła się, że ma go za przyjaciela. Spędzali ze sobą trochę czasu, głównie w towarzystwie Huncwotów, ale dla blondynki nie miało to znaczenia. Ważne było tylko to, że jest blisko. Chodzili razem do biblioteki i często uczyli się. Panna Moreto wiele na tym skorzystała, ponieważ od Remusa jako jednego z najlepszych uczniów w zamku wiele się dowiadywała, co pomogło jej w zdobywaniu punktów dla Gryffindoru i wielu wypracowaniach. Byli przyjaciółmi. Wreszcie żadne nie patrzyło na drugie z boku. Właśnie. Przyjaciółmi. Blondynka czuła do Lupina coś więcej, ale na razie nie chciała psuć tego, co zdołali razem zbudować. To było zbyt ciężkie żeby teraz jak, gdyby nigdy nic zburzyć to wszystko. Z tego powodu dziewczyna tak trwała. Serce się rwało, ale rozum je hamował. Starała się jak najmniej myśleć o nim w taki sposób. Niestety jej wysiłki nie zdawały się na nic. Bo przecież sercu nie można zabronić kochać.
Poniedziałkowe lekcje przebiegły bez większych problemów. O dziwo nawet Huncwoci nie zrobili żadnego kawału. Nauczyciele zerkali na nich podejrzliwie, ale oni w ogóle nie przejmowali się nimi ziewając w najlepsze.
- Potter! Black! Czy ja was nudzę?! - łypnęła na ich złowrogo McGonagall.
- Szczerze? - zapytał Black otwierając jedno oko. - Tak.
- Ty i pan Potter! Tracicie po dziesięć punktów! I macie zostać po lekcji!
- Za co?! - ożywił się nagle James oburzony takim obrotem sprawy.
- Już wy dobrze powinniście wiedzieć, za co. - rozeźliła się nauczycielka. Łapa już chciał coś powiedzieć, kiedy kobieta brutalnie mu przerwała. - Dość! A wracając do lekcji.
Zrezygnowany podparł policzek ręką i patrzył bezmyślnie w psorkę udając zainteresowanie.
Zanim ktokolwiek zdążył się zoriętować zadzwonił dzwonek obwieszczający koniec zajęć na dziś. Wszyscy uczniowie jak tylko mogli najszybciej wyszli z klasy. Katia, Ann i Megie szły właśnie korytarzem, gdy nagle natknęły się na Andreasa. Był z jakimś chłopakiem o czarnych jak smoła włosach i lekko oliwkowej cerze.
- Hej dziewczyny! - krzyknął do nich ochoczo Andreas podchodząc wraz ze swoim towarzyszem.
Na policzki Ann wstąpiły dwa obfite rumieńce. Katia widząc reakcję przyjaciółki zdziwiła się, ale zaraz na jej usta wstąpił szczery uśmiech.
"Chyba coś tu się święci." - pomyślała odwracając wzrok od blondynki.
- To jest Mathiew. - przedstawił chłopaka Andreas.
- Miło mi jestem Megie, to jest Ann, a to Katia. - odpowiedziała za wszystkie brunetka uśmiechając się.
- Mówcie mi Matt. - wtrącił czarnowłosy podając każdej rękę - Co takie piękne dziewczyny robią same na korytarzu?
- Ej stary wystarczy tego dobrego. - zaśmiał się trochę speszony Andreas ciągnąc go w drugą stronę.
- Na razie! - pożegnał się jeszcze z daleka Krukon.
Obie blondynki spojrzały się na siebie dziwnie. Jedynie brunetka była jakby rozmarzona. Nie umknęło to uwadze dziewczyn, które wcale nie cieszyły się z jej zainteresowania nowo poznanym chłopakiem.
- Nie podoba mi się ten cały Mathiew. - mruknęła cicho Ann. Musiała zrobić to tak żeby Megie nie słyszała ich rozmowy.
- Mi też. - przyznała jej rację Katia - Taki cassanova. Mam, co do niego złe przeczucia.
- Co tam szepczecie? - zainteresowała się brunetka skończywszy rozmyślania.
- Eee... nic, tak sobie gadamy. - wyszczerzyła się mniejsza blondynka przyśpieszając kroku.
- Chodźcie mamy dużo zadane. - dodała po chwili.
***
- Dziewczyny idziecie na kolacje? - zapytała się Katia, gdy uporała się już ze wszystkimi pracami domowymi.
- Daj mi 15 minut. - odparła Megie skrobiąc coś na pergaminie.
Jasnowłosa zauważyła schodzącego po schodach Remusa, który gdy tylko ją zauważył uśmiechnął się lekko.
- Dziewczyny to ja już zejdę na dół, a wy potem dołączycie. - powiedziała Katia, a po usłyszeniu, krótkiego "mhm" ruszyła w stronę Lupina. Chłopak wyraźnie na nią czekał.
- Cześć. - zaczęła blondynka - Schodzisz już na dół?
- Właściwie to miałem poczekać na chłopaków, ale chyba nie zgubią się beze mnie. - zaśmiał się cicho ruszając wraz z dziewczyną w stronę wyjścia.
- Wyjeżdżasz na święta? - zapytała Gryfonka, gdy schodzili po schodach. Remus trochę spochmurniał, jednak siląc się na beztroski ton odpowiedział.
- Nie. - nie mógł przecież powiedzieć jej że akurat w dzień przed Wigilią wypada pełnia. Nie mógł, ponieważ tym samym wyjawiłby jej swój największy sekret. Tak... jego wilkołactwo było dla niego wielkim przekleństwem. Przekleństwem zabraniającym mu beztroski życia, jaką teraz powinien posiadać, a której już nigdy nie zakosztuje.
Jasnowłosa wyczuła, że nie powinna drążyć dalej tego tematu. Nagle coś pod jedną ze stóp dziewczyny zadrżało, a stopień schodów rozpadł się na kawałki sprawiając tym samym, że noga dziewczyny wpadła w dziurę i utknęła.
- Auuua - zaskomlała już po fakcie. Remus tylko zaczął się z niej śmiać.
- Da pomogę ci. - zaoferował się wyciągając w kierunku blondynki rękę. Bez większych problemów wydostał ją.
- Co to było? - zapytała zdezorientowana.
- Stopień pułapka. - odpowiedział bez cienia zainteresowania - Jest ich tu pełno.
Katia przerażona popatrzyła na niego, co tylko jeszcze bardziej go rozśmieszyło. Resztę schodów pokonała już bardzo powoli i ostrożnie, czemu Lupin przyglądał się z szerokim uśmiechem. Gdy wreszcie dotarli do Wielkiej Sali blondynka z ulgą zajęła miejsce obok Remusa.
- Ziemniaczków? - zapytał chłopak z wyraźnie dobrym humorem.
- Przestań się ze mnie śmiać no! - trąciła go żartobliwie, niestety powodując iż miska pełna kartofli wylądowała z łoskotem na ziemi.
- Ups. - szepnęła do siebie Gryfonka.
- No tak nie było nas przez pięć minut, a wy już demolujecie całą sale. - powiedział James zatrzymując się przy stole.
- I na dodatek ona zajęła moje miejsce. - wtrącił się z oburzeniem Syriusz.
- Masz pecha. - wystawiła mu język Katia zabierając się za jedzenie.
- Remus... wyrzuć ją z mojego miejsca. - poprosił Black robiąc przy tym iście komiczną minę.
- Sam ją wyrzuć. - odpowiedział mu blondyn z uśmiechem.
- No nie, ja się na takie coś nie zgadzam! - Łapa klapnął naprzeciwko Kati patrząc na nią z udawaną złością.
No tak z Huncwotami nigdy nie można zjeść w spokoju.
- Macie zadanie z Zielarstwa na jutro? – zapytał James zajmując miejsce obok Syriusza i nakładając sobie sporą porcję naleśników.
- Na śmierć zapomniałam! – dziewczyna oderwała się od jedzenia patrząc na niego szeroko otwartymi oczami.
- Ha! A ja mam! Jestem lepszy. – Porter wypiął dumnie pierś.
- Ja też! – dołączył się Black szczerząc swoje prawie idealnie białe ząbki.
Blondynka przekręciła głowę w bok uważnie patrząc się na nich.
- Jak chcesz możemy ci dać odpisać. – powiedział Rogacz.
– Ale nie za darmo. – dodał Syriusz z cwanym uśmiechem.
- Pff… nawet gdybyście mi zapłacili nie wzięłabym waszych wypracowań.
- A to, dlaczego? – oburzył się James, zakładając ręce.
- Bo na pewno jest w nich mnóstwo błędów. – odpowiedziała po części drocząc się z nimi.
- Nie to nie. Ale ciekawe, co zrobisz. Materiału jest dużo, a czasu niewiele. – uśmiechnął się pewnie Black.
Miał, co prawda racę, ale Katia wiedziała z doświadczenia, że lepiej nie korzystać z jego pomocy w lekcjach. Przynajmniej nie w sprawie wypracowań. Trzeba było to przyznać zarówno jemu jak i Porterowi, że z Obrony przed czarną magią jest świetny, ale jeśli chodziło o coś więcej nie można na niego liczyć. Blond włosa westchnęła zwracając się do Lupina.
- Remus może ty wybawisz mnie z opresji? – zapytała z prośbą w głosie.
Chłopak tylko uśmiechnął się do niej przyjaźnie.
- Pewnie. Chodź to dam ci to wypracowanie.
Dziewczyna szczęśliwa wstała podążając tuż za blondynem oraz uśmiechając się szeroko do dwóch zdziwionych kruczoczarnych chłopaków, z których trzeci zagłębił się w spożywaniu posiłku tak, że niczego nie zauważył.
***
- Poczekaj chwilę zaraz je znajdę. – powiedział Lupin przeszukując już po raz dziesiąty swój kufer z książkami.
- Nie kłopocz się dam sobie radę. – blondynka podniosła się z łóżka z zamiarem wyjścia jednak Remus niespodziewanie złapał ją za jeden z nadgarstków. Dziewczyna zamrugała szybko czując jak pod wpływem dotyku chłopaka po jej ciele rozchodzą się ciepłe prądy. Popatrzyła w jego oczy, które teraz były tak blisko. Lekko przysunął ją do siebie ciągnąc za nadal trzymaną rękę. Delikatnie dotknął wierzchem dłoni jej zimnego policzka, na który niespodziewanie wstąpił różowy kolor. Chłopak widząc to uśmiechnął się czule powoli puszczając jej nadgarstek, a wolną rękę kładąc na biodrze dziewczyny. Ona zaś oparła dłonie na jego torsie zaciskając je w pięści na białej koszuli. Ich twarze przybliżały się do siebie coraz szybciej z sekundy na sekundę. Chłopak zastygł w bezruchu zaledwie kilka milimetrów przed ustami Gryfonki. Dlaczego? Bał się? Tak. Teraz, gdy znalazł kogoś, na kim naprawdę bardzo mu zależy czuł strach. Nie chciał się w to angażować. Wiedział, że tym samym zrani i ją i siebie. Poza tym mogła nie zaakceptować jego prawdziwej natury. Mogła? Na pewno by tego nie zrobiła! Teraz wiedział, że niepotrzebnie zaczynał. Zdrowy rozsądek dotarł do niego przed chwilą hamując jego ruchy i dając tym samym czas na przeanalizowanie tego, co właśnie robi. Chciał się odsunąć, gdy blondynka pociągnęła go za koszulę w swoją stronę. Wplątała palce w jego włosy delikatnie pieszcząc skórę na głowie chłopaka.
- Proszę nie teraz. – szepnęła, gdy stykali się już nosami. Ostrożnie przysunęła się jeszcze bliżej niego i powoli zbliżyła twarz. Delikatnie musnęła jego usta swoimi. Gdy tylko to nastąpiło Remus objął ją w pasie całując dziewczynę ponownie. Po kilku krótkich muśnięciach, zagłębili się w długim, namiętnym pocałunku. Oderwali się od siebie dopiero, gdy zabrakło im powietrza. Gryfon patrząc jasnowłosej w oczy delikatnie pogładził jej policzek.. Na usta dziewczyny wstąpił szczery uśmiech. Przymknęła oczy rozkoszując się tą chwilą i jego ciepłą dłonią.
- Ja, ja nie mogę. – gwałtownie otworzyła oczy patrząc na niego uważnie. Błękitne tęczówki lśniły smutkiem.
- Dlaczego? – zapytała zdziwiona.
- Po prostu nie. – odpowiedział siadają jednak zaraz podniósł się z powrotem słysząc szelest. Odgarnął na bok kołdrę ze swojego łóżka i wyciągnął z pod niej wypracowanie, którego tak długo szukał.
- Proszę. – podał je Kati.
- Czemu…
- Wybacz. – przerwał jej blondyn szybko wychodząc z dormitorium.
Gdy drzwi się zatrzasnęły ona nawet nie zareagowała. Stała dalej prosto patrząc w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą był Remus. Po policzku dziewczyny spłynęło kilka kryształowych łez. Z bezsilności osunęła się na kolana.
- Nie odrzucaj mnie. – wyszeptała do siebie – Błagam, nie odrzucaj mnie.
***
Oparł się o drzwi chowając twarz w rękach. Czuł w środku przeszywający ból. Jakby miliony sztyletów zaczęły go ranić. Ten był gorszy od tego towarzyszącego mu podczas przemiany. Może, dlatego, że był to ból serca? Zamieniając się w wilkołaka odczuwał tylko ból fizyczny. Tak bardzo chciał wrócić tam i ponownie przytulić dziewczynę. Jednak nie mógł tego zrobić. Musiał ją chronić. Wiedział, że z takim kimś jak on nie byłaby szczęśliwa. Nie chciał narażać jej na niebezpieczeństwo. Był przecież potworem. Potwory nie umieją kochać. Wmawiał to sobie wiele razy jednak, jeśli to nie prawda to, dlaczego kocha? Dlaczego tak zależy mu na tej drobnej, jasnowłosej osóbce? Sam nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Ona miała w sobie coś niezwykłego. Coś, czego nie miała żadna inna. Wiedział, że skoro mu na niej zależy nie może doprowadzać do sytuacji, w której byliby sami. Z zaszklonych, niebieskich oczu wydostały się na zewnątrz łzy. Nie… będzie silny. Nie będzie płakał.
***
Dni do Świąt minęły bardzo szybko. Katia właśnie kończyła pakować swój kufer. Za godzinę ze stacji w Hogmesmade odjeżdżał pociąg, który miał zabrać ją do domu. Wreszcie odjedzie do swojego azylu zapominając na chwile o kłopotach towarzyszących jej w tym zamku. Największą troską blondynki w chwili obecnej był chyba Remus. Co prawda nie zmienił wobec niej swojego zachowania. Zdziwiła się, ze zdołał zignorować to, co pomiędzy nimi zaszło. Ona nie mogła. Czuła we wnętrzu dziwne ciepło za każdym razem, kiedy widziała go choćby z daleka. Niby traktował ją tak jak zawsze, ale dziewczyna czuła pewien dystans z jego strony. Unikał kontaktu fizycznego. Nawet lekkie otarcie ręki płoszyło go i wywoływało dreszcze. Katia chodziła przez to smutna i lekko przybita. Ale teraz… teraz są Święta i musi zostawić to wszystko za sobą i spędzić je tak jak zawsze z rodziną.
- Kat idziesz? – zapytała Megie wchodząc do dormitorium. Brunetka zostawała na święta w Hogwarcie. Jej rodzice wyjechali gdzieś w interesach uniemożliwiając tym samym córce spędzenie Bożego Narodzenia w domu. Pocieszeniem dla blondynki było to, że chociaż Ann będzie towarzyszyć jej w drodze do Londynu.
- Tak. Już.
Wstała otrzepując szatę i ruszyła w stronę drzwi. W Pokoju Wspólnym czekała na nie Ann.
- No to, co dziewczyny? Idziemy na nasze ostatnie śniadanie w tym roku? – zapytała z uśmiechem. Panna Moreto odwzajemniła gest przytakując.
***
Wielka Sala była wypchana po brzegi uczniami. Wszyscy jedli, pili i śmiali się. Większość uczniów rozkoszowała się ostatnimi chwilami spędzonymi na zamku. Przy stole Gryfonów siedzieli wszyscy Huncwoci wyraźnie coś kombinując. Jedynie Remus nie był zainteresowany tym, co do siebie szepczą. Był zmęczony tym ciągłym udawaniem, że nic się nie stało. Mimo tego dalej uparcie ignorował wszystkie gesty i spojrzenia Kati, które odbiegały, choć trochę od normy przyjacielskiej. Siedział, grzebiąc w talerzu zamyślony całkowicie odcinając się od świata. Katia przypatrywała mu się uważnie. Miała ogromną ochotę przytulić się do niego i powtórnie zaznać tego ciepła, jakie jej ofiarował. Dlaczego tak się zachowywał? Co go do cholery hamuje?! Dlaczego nie powie jej, co go trapi?
- Uwaga uczniowie! Proszę o zebranie się przed zamkiem wszystkich wyjeżdżających na święta. Profesor McGonagal zaprowadzi was na stację. Nie martwcie się o swoje bagaże my się nimi zajmiemy. – obwieścił Dumbledore ciepłym głosem.
- Chodź Ann. – szepnęła Katia wstając.
Wszyscy zaczęli tłoczyć się do wyjścia. No tak. Tylko nieliczni uczniowie zostawali w zamku. Już miała wejść z przyjaciółką w tłum, gdy ktoś pociągnął ją mocno za rękę.
- Nie pożegnasz się nawet z Remusem i Megie? – Black uśmiechał się szeroko czekając na odpowiedź.
- Och przepraszam. Jestem dzisiaj jakaś rozkojarzona. – odparła.
- Tak jak przez ostatnie kilka dni. – wtrącił się James.
- Dobra nieważne. – skwitowała Ann – Remi wszystkiego dobrego i mile spędzonych świąt. Tobie też Meg. – z uśmiechem na ustach przytuliła obydwoje patrząc wyczekująco na Katie.
Syriusz, James i Peter właśnie skończyli żegnać się z Lupinem i podeszli do brunetki.
Blondynka przełknęła głośno ślinę i na miękkich nogach podeszła do Remusa.
- Wesołych Świąt. – szepnęła całując go w policzek. Bała się jego reakcji. Chłopak na początku wzdrygnął się, ale po chwili lekko uśmiechnął.
Gdy wszyscy złożyli już sobie życzenia cała grupa oprócz oczywiście Meg i Remusa udała się w wyznaczone przez dyrektora miejsce.
- Brrr jak zimno. – zatrzęsła się Ann.
- Przeżyjesz. – zaśmiał się Łapa dodatkowo rzucając w dziewczynę białą kulką ulepioną ze śniegu.
- O nie… tego ci nie daruje! – krzyknęła z uśmiechem malutka blondynka.
„No to się zaczyna.” – pomyślała Katia obserwując jak Ann rzuca się ze śniegiem w ręku na Blacka.
***
Pociąg ruszył kilka minut temu. Katia wpatrywała się w krajobrazy widniejące za oknem. Wreszcie zobaczy rodziców. Wreszcie trochę odpocznie i poukłada sobie wszystko w głowie. Dziewczyna spojrzała na przyjaciół, którzy jak gdyby nigdy nic grali w pokera. Potter oszukiwał była tego pewna, ale nie zdemaskowała go. To święta… niech ma. Wygrał już dziesięć czekoladowych żab i raczej nie zamierzał na tym poprzestać. Blondynka uśmiechnęła się zwracając głowę w stronę szyby. Zamknęła oczy wsłuchując się w stukot kół pociągu. Nareszcie. Nareszcie wraca do domu.
komentarze [19]
Zostańmy przyjaciółmi >> piątek, 29 grudnia 2006 09:56:48
Wreszcie napisałam kolejną notkę:) Co prawda rzadko się coś pojawia, ale jak już to coś dłuższego;P Ok ja nie gadam tylko zapraszam do czytania:) Acha i chciałam złożyć trochę spóźnione życzenia świąteczne no i życzyć wam dobrej zabawy sylwestrowej z kacem z samego rana xD
Acha ci, co chcą być powiadamiani o nowych notkach proszę o wpis do księgi gości;)
***
Gdy doszli do wioski Katia i Andreas jak tylko mogli najszybciej znikneli surowej nauczycielce z oczu. Mieli już dość McGonagall w szkole, więc żadne z nich nie posiadało najmniejszej ochoty słuchać jej paplaniny w wolne dni. W Hogmesmade istotnie panowała miła atmosfera. Wszędzie porozwieszane bombki, lampki choinkowe oraz grube, złote łańcuchy. Ponieważ było już ciemno, co często zdarza się w grudniowe dni, czuło się niemal tak radośnie jak w dniu Bożego Narodzenia. Takie uczucie nie ominęło również Kati. Od razu, gdy spostrzegła pierwszą świąteczną wystawę na jej usta wpłynął szeroki uśmiech. Gryfonka uwielbiała tą porę roku. Spotkania z całą rodziną, świąteczny stół zastawiony suto różnorodnymi potrawami, zapach ciastek pieczonych przez jej mamę oraz cudowną woń, jaką roztaczała wokół siebie świeżo ścięta choinka. Wtedy nawet jej młodsza siostra zdawała się o wiele mniej nieznośna jak nieraz potrafi być. W jej oczach była niemalże aniołkiem o lśniących, białych piórkach i świetlistej aureoli unoszącej się nad małą główką. Chociaż nie raz potrafiła pokazać, że w rzeczywistości wcale tak nie jest. Katia lubiła jej miny i zawsze, chociaż tego nie okazywała kochała ją całym sercem. W końcu to jej siostra i wcale nie jest taka zła, a sprzeczając się z nią dostarczała blondynce tylko rozrywki. Katia do dziś dziwi się, jakie to jej mała siostrzyczka zna słowa i jak perfekcyjnie potrafi się wykłócać. Na same te wspomnienie zachichotała cicho pod nosem. Razem z przyjacielem szła uliczkami miasteczka aż nagle zoriętowała się, że tak naprawdę nie ma pojęcia, dokąd Andreas ją prowadzi.
- A tak w ogóle to gdzie idziemy? - zapytała. Chłopak zwrócił wzrok w jej stronę i uśmiechnął się tajemniczo.
- Zobaczysz. - odrzekł.
- Ej to nie fer! Ja chcę wiedzieć, dokąd mnie ciągniesz - naburmuszyła się żartobliwie.
- To niespodzianka. - puścił jej oczko - Powiem tylko tyle, ze na pewno ci się spodoba.
- Tak sądzę. - dodał po chwili.
- Ech... no niech ci będzie, ale... daleko jeszcze?
- Nie to zaraz za rogiem.
- To chodźmy.
Nic już nie mówiąc przyśpieszyli kroku. Andreas po kilku minutach zatrzymał się przy ogromnych, drewnianych drzwiach. Otworzył je przepuszczając Katie przodem. Dziewczyna niepewnie weszła do środka, lecz zaraz wszelkie jej wątpliwości rozwiały się tak szybko jak pojawiły. Stała we wnętrzu, małej, przytulnej knajpki, której ściany obite były tak jak drzwi drewnem. Jednak pomalowane one były na czerwonawo - brązowy kolor, co niesamowicie dobrze komponowało się ze świeczkami zastępującymi jakąkolwiek elektryczność. Na ścianach tak jak w wielu innych miejscach w miasteczku wisiały czerwone i złote łańcuchy. W rogu pomieszczenia stała nawet pięknie przyozdobiona choinka. Białe bombki odbijały nikłe światło świec dając w ten sposób iście wigilijną atmosferę.
Powiesili kurtki i usiedli pod ścianą koło zielonego drzewka.
- Witam. Co podać? - do stolika podeszła niska szatynka dając obojgu przyjaciołom menu.
Nazwy były tak dziwne, że Katia nie miała pojęcia, co zamówić.
- Hmm.. wezmę "Pomisters" cokolwiek to jest. - widać Andreas też nie za bardzo orientował się w tej kuchni bo teraz nieznacznie drapał się po głowie oddając kelnerce menu.
- Ja poproszę to samo. - powiedziała szybko blond włosa wybawiając się w ten sposób od dalszego myślenia.
- Robi się. - uśmiechnęła się dziewczyna i zniknęła za drzwiami baru.
- Miłe miejsce. Skąd je znasz? - zaczęła rozmowę Katia.
- Szczerze? Polecił mi je przyjaciel. - powiedział z uśmiechem na ustach - Chciałem zabrać cię w jakieś mniej pospolite miejsce.
- Ależ się dla mnie natrudziłeś. - zaśmiała się ciepło Gryfonka.
- Dla ciebie wszystko. - puścił jej oczko rozsiadając się bardziej na krześle.
- No to powiedz, jak tam ci czas leci w Hogwarcie? - spytał chłopak.
- Całkiem dobrze.
- Zaklimatyzowałaś już się?
- Już dawno. Swoją drogą to nie myślałam, że ta szkoła jest taka przyjemna.
- Tak, Hogwart jest świetny. Nie ma osoby, która by go nie polubiła. - powiedział z uśmiechem chłopak.
- Oto wasze zamówienie. - niska kelnerka postawiła przed nimi tace z jedzeniem po czym odeszła.
Okazało się, że to "Pomisters" to zwykły kurczak z warzywami.
- Co za ulga. Już myślałam, że będzie to coś niejadalnego. - powiedziała Gryfonka sięgając po sztućce.
***
- Przyjemna ta knajpka. - odezwała się blond włosa zaraz po opuszczeniu lokalu.
Dziewczyna była rzeczywiście zauroczona owym miejscem pokazanym przez przyjaciela. Wiedziała, że wróci tam nie raz.
- Mnie też się spodobała - odrzekł Andreas.
- Wiesz... tu jest taka iście świąteczna atmosfera. A na dworze jest tak ciepło i nie spadł ani płatek śniegu. - zasmuciła się Gryfonka.
- Na pewno niedługo coś się pokaże, a tymczasem cieszmy się tym, że święta są tuż, tuż.
- Tak. - uśmiechnęła się - To mnie podtrzymuje na duchu.
- Aż tak ci tu źle? - zapytał ze zdziwieniem.
- No coś ty! Po prostu strasznie chce już zobaczyć wszystkich swoich bliskich i trochę poleniuchować. - rozmarzyła się blondynka.
- Rozumiem cię. Chodź. Zapraszam cię na kremowe piwo. Skoro jesteś pierwszy raz w Hogmesmade wypadałoby żebyś zobaczyła nawet te pospolite sklepy i bary. - uśmiechnął się brunet.
- Z wielką chęcią.
- A jak sobie radzisz z Huncwotami pod jednym dachem?
- Nie jest tak źle, chociaż nie ukrywam, że mogłoby być w wiele lepiej. - skrzywiła się lekko.
- Tak to już z nimi jest. Każdy nauczyciel ma z nimi na pieńku. Wchodź.
Po raz drugi dzisiaj Katia została przepuszczona w drzwiach. W pomieszczeniu było dużo ludzi. Dziewczyna rozpoznała wiele osób ze szkoły. Była tu także Ann i Megie, które... siedziały w towarzystwie Huncwotów!
"To niemożliwe" - blond włosa zamrugała szybko powiekami jednak stwierdziła, że nic jej się nie przewidziało i cała grupka jak siedziała tak siedzi.
- Proszę dwa kremowe piwa. - niczego nieświadomy Andreas podszedł do baru.
- Katia! - w stronę dziewczyny energicznie machała Ann. - Chodźcie do nas!
Dopiero teraz Andreas spostrzegł całe towarzystwo siedzące nieopodal nich. Wziął piwa podchodząc do Kati.
- Nie będzie ci przeszkadzać, jeśli trochę z nimi pogadamy? - zapytała niepewnie.
- Oczywiście, że nie. - uśmiechnął się ciepło po czym oboje skierowali się w stronę przyjaciół dziewczyny.
- Hej co tam u was? - zaczęła żywo malutka blondynka.
- Wszystko ok. - odpowiedziała jej Katia siadając razem z nimi.
Serce panny Moret niespodziewanie przyśpieszyło, gdy zobaczyła przeszywające na wskos niebieskie oczy. Remus patrzył na nią uważnie. Był bardzo blady, i osłabiony, co było niezwykle widoczne.
"Wypuścili go już ze skrzydła, a nie powinni." - przemknęło przez myśl blond włosej.
Wyglądał wręcz mizernie siedząc przed kuflem z białą pianą i wodząc dookoła pustym, smutnym wzrokiem. Gryfonce przeskoczyło aż coś w żołądku. I po raz wtórny poczuła ogarniającą ją troskę. Żałowała trochę zbyt ostrych wypowiedzianych słów wobec niego. Ale czasu nie da się cofnąć.
Widać cała reszta Huncwotów nie była zadowolona z ich przybycia. A raczej chodziło im o Andreasa. Nie za bardzo przepadali za tym Krukonem.
- Gdzie wy się szwendaliście? Obeszliśmy chyba całe Hogmesmade, a was nigdzie nie widziałam. - zaczęła znowu Ann.
- Spędziliśmy trochę czasu w pewnym miłym i przestronnym lokalu. - odpowiedział jej Andreas z uśmiechem na ustach.
Mała blondynka odwzajemniła ten gest zadając chłopakowi, co nowsze pytania. Oboje wtopili się całkowicie w rozmowę. Syriusz omawiał coś z Jamesem, a Peter słuchał ich tylko z otwartymi ustami. Zapewne wymyślali jakiś nowy niesmaczny żart. Na samą tę myśl Katia skrzywiła się. Magie widocznie nudząc się wstała i poszła do toalety.
Panna Moreto nie mając zupełnie nic do roboty podparła głowę ręką przy okazji wpatrując się w jarzące się niepohamowanym blaskiem ozdoby choinkowe. Na chwile odwróciła wzrok w stronę Remusa.
Siedział za spuszczoną głową, jednak musiał widocznie poczuć przypatrującą mu się dziewczynę, bo natychmiast poderwał ją napotykając na wzrok blondynki. Patrzyli tak na siebie chwile dopóki na policzki obojgu nie wstąpiły drobne rumieńce. Katia czując piekące ciepło na twarzy odwróciła wzrok. Chciała dalej wpatrywać się w te przepełnione głębią niebieskie oczy. Chciała, ale nie mogła. Coś jej na to nie pozwalało. Czemu do cholery nie mogła?! Zła sama na siebie wstała podchodząc do baru i zamawiając coś mocniejszego. Miała nadzieję, że barman za ladą nie będzie wypytywał o jej wiek tylko poda jej to, o co prosi. O dziwo tak też się stało. Czarnowłosy chłopak podał jej ognistą whisky patrząc na nią z uśmiechem. Dziewczyna nieufnie wzięła kieliszek do ręki i po dokładnym przeanalizowaniu przezroczystego płynu, jednym haustem wypiła go. Poczuła jak przez całe jej ciało przechodzą ciepłe prądy. Było to dla niej dziwne uczucie.
- Dobra jesteś. - odezwał się barman. Ile on mógł mieć lat? 18? 20? W każdym razie był młody.
- Nawet nie wiedziałam, że tak potrafię. - uśmiechnęła się krzywo.
- Chcesz jeszcze? - zapytał wskazując na butelkę trunku.
- Czemu nie. - odparła podstawiając kieliszek pod szyjkę butelki, którą trzymał chłopak.
- Zostawiam to tutaj. Pij do woli. Niedługo wrócę. - puścił jej oczko i odszedł do innych klientów.
- Nie będzie mi ciebie brakować. - prychnęła pod nosem zostawiając kieliszek. Wzięła butelkę przykładając szyjkę do ust i przechylając jej zawartość.
"Co będę sobie żałować. Tutaj nie ma rodziców i nie będą mnie kontrolować" - pomyślała pomiędzy kolejnymi łykami whisky.
***
Potworny ból głowy i całkowity mentlik. Jakby ktoś wymazał ci całą pamięć. I te potworne mdłości. Tak to okropne uczucie.
Rażące światło przedzierało się przez zamknięte powieki. Powoli Gryfonka uniosła je widząc, że leży na swoim łóżku. Spróbowała wstać jednak zaraz opadła z powrotem czując nasilający się ból w okolicach skroni. Rozejrzała się po pokoju, w którym była sama.
"Co jest? Co ja tutaj robię?" - zaczęła myśleć gorączkowo co nie wpłynęło kojąco na ból jaki rozchodził się po jej czaszce.
Pamiętała jedynie Trzy Miotły, swoich przyjaciół, bar i whisky. Nie... czy o możliwe? Czy to możliwe żeby się upiła? Przerażona tą myślą poderwała się, czego zaraz pożałowała. Z cichym jękiem i ogromnym wysiłkiem usiadła na brzegu łóżka. Była we wczorajszym ubraniu. Powoli wstała kierując się do łazienki. Przemyła twarz zimną wodą, co otrzeźwiło trochę jej umysł. Usłyszała trzaśnięcie drzwiami.
- Kat? Jesteś tu?
- Tutaj - lekko zachrypnięty głos wydobył się z jej gardła.
W drzwiach pojawiła się blond główka Ann, która patrzyła na nią z troską.
- Aleś się załatwiła. - powiedziała ze współczuciem podchodząc do dziewczyny.
- Co się tam stało? - zapytała niepewnie.
- Nie pamiętasz? Cóż wcale ci się nie dziwię. Tak się spiłaś, że musieli cię nieść.
- Kto mnie niósł? - ożywiła się dziewczyna.
- Syriusz... zaraz po tym jak Remus odciągnął cię od baru.
Serce Gryfonki szybciej zabiło.
- Co za wstyd. -powiedziała ukrywając twarz w dłoniach. Poszła tam z Andreasem, a zalała się w trupa. Pięknie! Tylko pogratulować!
- Nie przejmuj się tym. - Ann próbowała pocieszyć przyjaciółkę.
- Ale co o mnie musi sobie teraz myśleć Andreas? - zapytała zażenowana coraz bardziej własną głupotą.
- Nic złego. - uśmiechnęła się blondynka - Sam pomagał Syriuszowi. Nieśli cię na zmianę. - wytłumaczyła szybko widząc pytający wzrok Gryfoki.
- I wcale nie wyglądał na złego. - dodała po chwili.
To uspokoiło trochę Katię. Odetchnęła z ulgą spoglądając w lustro. Przestraszyła się na swój widok. Włosy sterczące na wszystkie strony, worki pod oczami, rozmazany makijaż i nieświeże, pogniecione ubrania.
- Ann jeśli pozwolisz to ja się teraz wykąpie.
- A tak przyda ci się to. - posłała przyjaciółce ciepły uśmiech wychodząc z łazienki.
Gryfonka szybko zrzuciła z siebie ubrania i weszła pod prysznic odkręcając wodę. Czuła błogą przyjemność, gdy jej ciało chłodziły gęste krople wody. Wzięła trochę szamponu myjąc włosy i przy okazji rozkoszując się jego delikatnym, brzoskwiniowym zapachem.
Po kilkunastu minutach zawinięta w biały, puchowy ręcznik wyszła z łazienki zostawiając za sobą mokre ślady. Na jej szafce nocnej leżały jakieś tabletki i butelka wody mineralnej.
- To na kaca - powiedziała szybko Magie widząc stojącą w progu dziewczynę.
Katia uśmiechnęła się tylko z wdzięcznością biorąc do ręki i po kolei połykając trzy proszki. Szybko poczuła się lepiej. Przebrała się, wysuszyła włosy i pomalowała od nowa. Całkiem dobrze zakryła całe zmęczenie, jakie jeszcze niedawno widać było na jej twarzy.
Musiała pogadać z Andreasem i wyjaśnić całą tę nieprzyjemną sytuację. Razem z dziewczynami wyszła z dormitorium kierując się w stronę Wielkiej Sali. Po drodze układała sobie w głowie dokładnie, co ma powiedzieć przyjacielowi. Zauważyła go dopiero, co wchodzącego do ogromnego, pomieszczenia.
- Idź. - powiedziała krótko Ann na co Gryfonka zaczęła biec w stronę bruneta.
Zatrzymała się dwa kroki za nim, łapiąc przy okazji chłopaka za ramię.
- Cześć. - zaczęła niepewnie.
- Hej. - Andreas uśmiechnął się do niej ciepło zupełnie tak jakby to, co zaszło wczoraj w ogóle nie miało miejsca.
- Ja.... chciałam cię przeprosić. - mruknęła cicho.
Policzki jasnowłosej prawie natychmiast po wypowiedzianych przez nią słowach pokryły się szkarłatem. Wstydziła się tego bardzo. Co ona głupia sobie myślała?!
- Za co? - zapytał chłopak przypatrując się jej uważnie.
- No za wczoraj. Głupio wyszło. Ja wcale nie chciałam...
- Spokojnie, nic się nie stało. - przerwał jej Krukon - Każdemu może się zdarzyć. - puścił dziewczynie oczko na co ta zamrugała energicznie powiekami. Czy to możliwe, aby był dla niej tak wyrozumiały? Czy tylko udaje? Nie, na pewno nie. To nie w jego stylu. Jest naprawdę świetnym przyjacielem. Przynajmniej tak uważała Katia. Uśmiechnęła się do niego przyjaźnie, ciesząc się, że nie straciła kogoś, na kim tak bardzo jej zależy. Bynajmniej nie na chłopaku, ale na prawdziwym, szczerym przyjacielu, któremu można powierzyć wszystkie swoje sekrety i wiedzieć, że nie wyjdą one na światło dzienne.
- Dzięki. - powiedziała cicho wycofując się w tył.
- Nie idziesz na śniadanie? - zapytał zdziwiony.
- Nie jestem głodna. - odpowiedziała mu po czym szybko weszła na schody kierując się na wierzę.
Czuła na sercu błogą lekkość, dzięki której mogłaby przenosić góry. Udało jej się! Nie jest na nią zły! Wręcz przeciwnie, rozumie ją, a chyba raczej jej głupotę.
***
Najgorszym dniem w tygodniu nie licząc poniedziałku jest z pewnością niedziela. Cały dzień ma się świadomość, że to ostatnie chwile słodkiego nieróbstwa zaraz przed pracowitym tygodniem. Ostatni dzień, który pozwala wyspać się do woli. Kilka dziewczyn korzystało z tego ile tylko mogło jednak jedna z nich siedziała już ubrana na łóżku czytając książkę.
Niesforne blond pukle wpadały jej do oczu jednak ona uparcie je odgarniała tylko po to, aby zaraz wysunęły się one zza jej ucha, przez co musiała znów powtarzać tę czynność. Zniechęcona zamknęła i odłożyła książkę na bok. Wstała z łóżka i nieśpiesznie ruszyła w stronę łazienki. Gdy wreszcie się ubrała, najciszej jak tylko mogła wyszła z dormitorium. W Pokoju Wspólnym jarzyły się jeszcze resztki drewna znajdującego się w kominku. Katia usiadła na fotelu tempo wpatrując się w ścianę. Jej myśli coraz częściej zaprzątał Remus. Nie wiedziała, dlaczego wciąż o nim myśli. Źle się czuła po tym incydencie w Skrzydle Szpitalnym, a on na domiar tego wszystkiego pomógł jej. Miał w sobie coś niezwykłego. Coś, czego nie widziała nigdy w żadnym innym chłopaku. To ciepło bijące od niego, ten stoicki spokój, którym obdarzał wszystkich wokoło. I te jego niesamowite oczy. Skryte, tajemnicze, a zarazem otwarte dla bliskich. Nie wiedzieć, czemu co miesiąc znikał na noc, aby następnego ranka wrócić z ogromną ilością siniaków i ran. Co to znaczyło? Dlaczego nie powiedział jej co się z nim dzieje? Tak... Remus Lupin jest bezsprzecznie najbardziej zagadkowym i pilnym uczniem w całym Hogwarcie. Może właśnie, dlatego tak bardzo fascynował jasnowłosą?
Nagle na schodach rozległy się czyjeś kroki. Dziewczyna szybko zwróciła wzrok w tamtą stronę. Ogarnęła ją niespodziewana fala gorąca, gdy ujrzała, kto stoi na schodach.
- Cześć. - rzucił cicho blondyn kierując się w stronę wyjścia z Pokoju.
- Remus zaczekaj! - na policzki Gryfonki wpłynęły lekkie rumieńce.
Chłopak odwrócił pytający wzrok w jej stronę.
- Musimy pogadać. - dodała szybko wskazując na miejsce obok siebie. Blondyn nic nie mówiąc usiadł, ale jego wzrok powędrował gdzieś w bok.
- Remus. Ja... ja przepraszam za to jak cię potraktowałam w Skrzydle Szpitalnym. Naprawdę nie chciałam. - postanowiła mieć to już za sobą i powiedzieć mu od razu o co chodzi. Chłopak uśmiechnął się lekko spoglądając na nią błękitnymi oczami o niesamowitej głębi.
- Nie ma sprawy. Zapomnijmy już o tym. - odparł i już chciał wstać, kiedy Katia złapała go za rękę. Teraz i na jego policzkach pojawiły się rumieńce. Spojrzał na dziewczynę.
- Nie chce żeby tak to zawsze wyglądało. - powiedziała ze smutkiem.
- Jeśli naprawdę nie chcesz to nie będzie. - usiadł z powrotem przypatrując się jej. W końcikach oczu dziewczyny zaszkliły się łzy.
- Proszę. - odetchnęła przez chwilę - Zostańmy przyjaciółmi.
Lupin kompletnie nie spodziewał się takiego obrotu wydarzeń. Nie wiedział, co powiedzieć jednak zaraz uśmiechnął się i pokiwał głową na znak zgody.
- Och Remus. - dziewczyna przytuliła się do niego zakładając mu tym samym ręce na szyję. Ten śmiały gest z jej strony jeszcze bardziej zaskoczył chłopaka jednak odwzajemnił go wtulając twarz w jedwabiści gładkie włosy dziewczyny. Do nozdrzy wdarł się zapach rumianku przyjemnie drażniąc zmysł węchu chłopaka. Zamknął oczy delektując się jej bliskością.
komentarze [17]
Jest tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi >> niedziela, 19 listopada 2006 16:10:20
No i znów zaniedbałam bloga. Przepraszam, ale nie miałam ostatnio czasu.. Dziękuje za 27 komentarzy... to rekord na tym blogu!:) Oby tak dalej;P Miło mi, że wielu z was spodobało się moje opowiadanie:) Poniewaz notki nie było kupe czasu jest trochę dłuższa;)
***
Jasne promienie słońca otuliły swym ciepłem całe błonia. Niebo powoli ustępowało robiąc się coraz bardziej bezchmurne. Na zielonej jeszcze trawie pojawiła się poranna rosa, a w powietrzu można było wyczuć tak bardzo charakterystyczną dla tej pory wilgoć. Prawie cały zamek pogrążony był jeszcze we śnie. Prawie, bo pewna Gryfonka właśnie otworzyła oczy. Jej blond pukle rozsypane po poduszce skręciły się lekko. Przetarła zaspane powieki i lekko uniosła się na łokciach.
- 6.00??? ech dlaczego zawsze kiedy mogę dłużej pospać budzę się tak wcześnie – mruknęła niezadowolona.
Wstała z łóżka mając zamiar udać się do toalety. Gdy tak szła pomiędzy łóżkami zauważyła, że jedno z nich zakrywa zielona kotara.
- Ej chwila ja skądś to pamiętam – szepnęła pod nosem. Zdziwiona zbliżyła się nieznacznie do owego miejsca. Nagle wspomnienia zaczęły wracać. Zielona kotara i chłopak, który nazywał się Remus Lupin.
- To niemożliwe. – szepnęła i drżącą ręką bojąc się tego co tam może zobaczyć odsunęła materiał.
Poczuła jak do oczu napływają jej łzy. Nie chciała płakać. Chciała być silna, ale widząc Remusa znów w takim stanie nie mogła się powstrzymać.
- Znowu? – zacisnęła mocno powieki zakrywając twarz rękoma. – To było dwa miesiące temu, więc dlaczego znowu tu leży z tak samo przerażającymi ranami, co wtedy?
W głowie Kati plątało się wiele pytań, na które nie znała odpowiedzi. Bezradna usiadła na białej pościeli przypatrując się z troską młodemu Lupinowi. Nie złapała jego ręki, ani nie dotknęła. Wiedziała, że gdy się obudzi z pewnością mu się to nie spodoba, a poza tym nie chciała na nowo ożywiać swoich uczuć, które chowała gdzieś głęboko w sobie. Jego dotyk ją rozpalał, a zarazem onieśmielał. Poczuła, ze musi stąd wyjść, bo inaczej nie wytrzyma. Szybko wstała i jakby goniło ją stado dzikich zwierząt wpadła do łazienki. Przepłukała twarz zimną wodą i spojrzała w lustro. Policzki miała rozpalone do czerwoności. Nie wiedziała czy to przez Lupina czy też przez gorączkę, która mogła przyjść z znienacka. Dotknęła swojego czoła jednak nie było nawet odrobinę bardziej ciepłe niż powinno u każdego zdrowego człowieka. Westchnęła przeciągle zwracając swój wzrok w stronę zasłanych bielą łóżek. Wolno ruszyła w stronę swojego posłania jednak przystanęła przy łóżku blond włosego chłopaka. Był tak poraniony, a oddychał tak spokojnie, że w dziewczynie wezbrał się ogromny żal i smutek. Po jej zaróżowionym policzku popłynęła łza, lecz dziewczyna szybko ją otarła postanawiając sobie, że będzie silna i nie będzie płakać. Wróciła do swojego łóżka przykrywając się kołdrą. Chociaż nie chciało jej się spać lekko przymknęła powieki.
***
Szła po schodach w dół. Wokoło panowała ciemność, przez co dziewczyna traciła orientację. Poczuła jak po plecach przechodzą ją ciarki. Straszliwie się bała jednak nie miała zamiaru dać za wygraną. Dzielnie kroczyła przed siebie z wyciągniętą różdżką. Zauważyła w pokoju jakiś ruch. Sama się sobie dziwiła, że dostrzegła coś w tej ciemności jednak… nie przewidziało jej się była tego pewna. Przylgnęła do ściany po omacku poruszając się naprzód. Nagle coś pyknęło, a w kominku zajarzył się malutki płomień.
- Co do…
Nie zdążyła dokończyć, ponieważ po fotelu, który stał do niej tyłem zaczął pełznąć ogromny i obślizgły wąż. Ze strachu znieruchomiała nie wiedząc, co ma robić w takiej sytuacji. Stworzenie spełzło z fotela na ziemię kierując się w jej stronę. Przerażona cicho pisnęła wyciągając przed siebie różdżkę.
- Esssa maa sa maaa
Z powodu owego dziwnego dźwięku wąż tuż przed nią zastygł w bezruchu.
- Co tu robisz zuchwała dziewczyno? – usłyszała kogoś kogo głos przypominał bardziej syk. Przerażona dziewczyna stanęła w pionie, a na jej czoło wstąpiły krople potu.
- K… Kim jesteś? – zająkała się.
Niespodziewanie fotel odwrócił się a na nim siedziała zakapturzona postać w masce. Jasnowłosa wiedziona złym przeczuciem cofnęła się o krok.
- To nie na ciebie czekam. Nie powinnaś była tu przychodzić.
- Jak to??
- Teraz za to zapłacisz…
- Al…
- Curio!
Poczuła przeszywający ból w całym ciele. Jakby miliony sztyletów przeszywały ja w tym momencie na wylot, a serce zostało dodatkowo zalane wrzątkiem. Z braku siły upadła, strącając przy okazji ze stołu porcelanowy wazon, który narobił ogromnego huku rozbijając się na drobne kawałeczki. Skuliła się w kłębek czując, że ból staje się coraz bardziej przeszywający.
***
Szybko poderwała się z białej pościeli. Cała zalana była zimnym potem i dyszała ciężko.
- Już wiem… - powiedziała do siebie – Już wiem, co się wtedy stało.
Ten sen uzmysłowił jej wszystkie wczorajsze wydarzenia. Założyła na nogi coś, co miało służyć jej za kapcie i usiadła na brzegu łóżka. Schowała twarz w dłonie kuląc się i pochlipując cicho. Co miał na myśli mówiąc ten facet i po co przybył do Hogwartu i najważniejsze jak tu się dostał? Tak wiele pytań kłębiło się jej w głowie, a na żadne nie znała odpowiedzi. Musi iść do dyrektora. Tak. Nawet mówił, że jeśli coś sobie przypomni ma się do niego zgłosić.
- Zły sen?
Katia podniosła energicznie głowę, aby ustalić źródło głosu. Spostrzegła, że chłopak leżący kilka łóżek dalej nie śpi, a przygląda jej się uważnie. Zielona zasłona zniknęła, przez, co mogła go teraz dokładnie widzieć.
- Więc? – wyrwał ją z zamyślenia.
- Można tak powiedzieć.
- Tak się rzucałaś, że myślałem, że masz jakiś atak czy coś takiego. – uśmiechnął się niemrawo.
- Jak widzisz nic mi nie jest. – odburknęła trochę nieprzyjemnie. Chłopak jakby lekko się zasmucił i zamilkł. Zapanowała niezręczna cisza. Stała się ona dla blondynki tak nieznośna, ze przerwała milczenie.
- Wiesz. Ja musze iść do Dumbledora.
- Teraz? Jest 22
- I co z tego? To sprawa niecierpiąca zwłoki. – wstała i już chciała wyjść, gdy przypomniała sobie o jednym. Przecież ona nie zna hasła! Kamienna chimera nie wpuści jej do gabinetu bez niego.
- Lupin daj mi hasło.
- Co?
- No hasło. Jesteś aż taki upośledzony, że nie wiesz, o co mi chodzi? – warknęła zła.
- Ej nie tak ostro dobra? – teraz i on był zły. Katie zbiło to trochę z tropu, bo nigdy nie widziała go w takim stanie.
- Fasolki wszystkich smaków – burknął i odwrócił się do niej plecami.
Gryfonka prychnęła i czym prędzej udała się w stronę wyjścia. Teraz najważniejsza jest rozmowa z Dumbledorem. Musi jej wiele wyjaśnić.
- Lumos – szepnęła a na końcu jej różdżki zajarzyło się światło. Wyszła ze Skrzydła Szpitalnego i ruszyła korytarzem. Co chwile słyszała pomruki niezadowolenie ze strony portretów wiszących na ścianie jednak mało ją to obchodziło. Katia nienawidziła, a zarazem bała się chodzić sama po ciemku i to jeszcze w tak ogromnym miejscu bez dopływu światła. Jedynym jego źródłem była różdżka dziewczyny, którą trzymała wysoko w górze.
Wreszcie zauważyła w oddali postać kamiennego posągu. Przystanąwszy przy nim wypowiedziała hasło. Posąg odskoczył tak gwałtownie, że dziewczyna ze strachu prawie by się przewróciła. Odetchnęła z ulgą widząc, że nic jej nie grozi. Weszła na schody, które zaczęły unosić się ku górze. Zatrzymał się przed ogromnymi drewnianymi drzwiami. Dziewczyna cicho zapukała i uchyliła je lekko. Widząc dyrektora siedzącego za biurkiem bardzo się zdziwiła.
-Witaj moja droga. Czekałem na ciebie. – uśmiechnął się ciepło zapraszając ją gestem do środka. Coś w sercu Kati, ta niepewność czy dobrze robi zniknęła, odciążyła jej serce. Weszła do środka zamykając za sobą drzwi. Podeszła do Dumbledora, który wskazał ręką na fotel naprzeciwko siebie.
-Usiądź. – powiedział. Blondynka od razu spełniła jego prośbę.
- A więc przypomniałaś sobie coś? – zapytał ja staruszek.
- Tak – odpowiedziała mu Katia – Już wiem, co się wtedy stało.
- To dobrze – uśmiechnął się lekko.
- Opowiedzieć panu?
- Nie musisz. Ja wszystko wiem.
Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona.
- Jak to? Skąd?
- A to już taka moja mała tajemnica. – zaśmiał się.
- Dlaczego mi pan wcześniej nie powiedziała co się stało? – rzekła z pretensją.
- Ponieważ chciałem żebyś sama zdała sobie z tego sprawę.
- Ale… po co.
- Bo tak jest lepiej.
- Jak t…
- Nie zadawaj już więcej tego typu pytań. Po prostu tak było trzeba.
- Dyrektorze proszę mi powiedzieć. Kim był ten człowiek i czego, a może raczej, kogo tu szukał?
- Moja droga stanęłaś twarzą w twarz z Lordem Volemordem.
- A kim on jest? – zapytała wyraźnie zaciekawiona.
- Stał się on ostatnimi czasy bardzo potężnym czarodziejem. Nienawidzi mugoli i ludzi pochodzących z nie magicznych rodzin, czyli obraźliwie mówiąc szlam. Chce ich wszystkich wytępić i stworzyć swój świat, w którym żyć będą tylko mu ulegli.
- To jakiś szaleniec – stwierdziła krzywiąc się Katia.
- Tak, ale niebezpieczny szaleniec. A takich nie można lekceważyć.
- A co on robił w Hogwarcie?
- Na razie mam, co do tego tylko pewne podejrzenia.
- Jakie?
- Wydaje mi się, że ma już w szkole swoich zwolenników i wyraźnie chciał się z jednym z nich spotkać.
- To, dlatego był w Pokoju Wspólnym. Tylko. Przecież żaden Gryfon nie zrobiłby czegoś takiego! – oburzyła się dziewczyna.
- Widać jednak zrobił – zasmucił się staruszek.
- Katia – spojrzał uważnie w jej oczy – Uważaj teraz. Zarówno na siebie jak i swoich przyjaciół. I proszę nie mów nikomu o tym. Nie powinnyśmy pochopnie wzbudzać paniki.
- A mogłabym powiedzieć, chociaż przyjaciółkom? – zapytała z nadzieją. Nie chciała sama dźwigać takiej świadomości.
- Zgoda. – uśmiechnął się przyjaźnie co Gryfonka odwzajemniła.
- A teraz idź. Musisz jeszcze zregenerować siły. Za dwa dni jest wyjście do Hogmesmade chyba nie chcesz w tym czasie leżeć w łóżku.
- O mój Boże! To już za dwa dni?! Na śmierć zapomniałam! Umówiłam się z Andreasem!
Dyrektor tylko zaśmiał się na te słowa.
- Sama widzisz. No, a teraz zmykaj.
- Dziękuje dyrektorze i dobranoc. – poczuła do starca ogromną wdzięczność za to, ze podzielił się z nią tym co wie.
- Dobranoc.
Blondynka wyszła z gabinetu udając się powrotem do Skrzydła Szpitalnego. Tym razem starała się jak najmniej świecić światłem, aby powtórnie nie narazić się portretom. Szczęśliwie dotarła z powrotem do Skrzydła, gdzie położyła się na łóżku. Spostrzegła, że Lupin śpi, więc zrobiła to jak najciszej umiała. Poczuła teraz wyrzuty do samej siebie. Za ostro go potraktowała. Przecież nie chciał nic złego. Westchnęła przeciągle mając dość swojej dumy. Nie chciało jej się spać. Nie wiedziała, jak, ale w końcu przespała cały dzień.
***
Gęsta mgła przesycała całe powietrze. Dostrzec można było tylko najbliżej położone rzeczy, a w dali widać było tylko mleczną biel. Mimo tego, że był już koniec listopada temperatura nie była tak surowa ja zazwyczaj o tej porze roku. Chłodny wiatr, obsmyrlał brzegi zamku, w którym paliły się prawie wszystkie światła. Z powodu coraz bardziej namnażającej się mgły panował półmrok. Na wierzy zamku słychać było niezbyt przyjemny skrzek czarnych kruków. Jednak kilka dziewczyn znajdujących się w środku nie zwróciło na to najmniejszej uwagi. Blond włosa dziewczyna, która dwa dni temu wyszła ze skrzydła szpitalnego stała przed lustrem nie mogąc zdecydować się, który cień do powiek wybrać.
- No szybciej. Nie tylko ty się dzisiaj z kimś umówiłaś. – odezwała się zniecierpliwiona dziewczyna o burzy brązowych włosów, która także chciała skorzystać z tak przydatnej rzeczy jak lustro.
- Już chwile – powiedziała blondynka nakładając w końcu na powieki lekko szary kolor.
- O, a ty jeszcze w rosole? – z łazienki wyszła drobna blondynka z kosmetyczką w ręku.
- Cały czas jej mówię żeby się pośpieszyła, a ona nic. – odpowiedziała jej brunetka robiąc przy tym zniecierpliwioną minę. – No, ale skoro już wyszłaś Ann to teraz ja idę do łazienki.
Dziewczyna natychmiast po tych słowach wstała z łóżka i zamknęła się w łazience.
- I jak? Gdzie umówiłaś się z Andreasem? – zapytała Ann spoglądając na odbicie koleżanki.
- Przed Wielką Salą. A wy z Meg idziecie jeszcze z kimś?
- Nie… niestety nie mamy tyle szczęścia co ty. – uśmiechnęła się blondynka.
- Nie przesadzaj. Po prostu dawno nie miałam okazji z nim pogadać, więc teraz zamierzamy to nadrobić.- odwzajemniła gest na chwile przestając się malować.
- Katia słuchaj… czy..
- Czy co? – zapytała zdziwiona nie odrywając się od lustra.
- Czy… coś jest między wami?
- Auu.!!!
Zaskoczenie panny Moreto była tak wielkie, że aż wsadziła sobie szczoteczkę z tuszem do oka.
- O mój Boże, nic ci nie jest? – zapytała z troską malutka blondynka.
- Coś ty powiedziała? – Katia uznała, że musiała się przesłyszeć.
- No… czy ty i… Andreas.. jesteście razem?
- Co ci w ogóle przyszło do głowy?! – krzyknęła ze zdziwieniem blondynka.
- No bo tak to wyglada.
- Chyba żartujesz. To tylko przyjaciel!
- Dobra, dobra chciałam się tylko upewnić.
- Dziewczyno, tak mnie zaszokowałaś tym pytaniem, że az wysmarowałam sobie całe oko tuszem – zaśmiała się Katia wskazując na czarne smugi wokół niebieskiej tęczówki.
Ann widząc to parsknęła śmiechem.
- I cała robota od nowa. – westchnęła zrezygnowana Gryfonka sięgając po mleczko do demakijażu.
***
„No nie, dlaczego ja się musze zawsze spóźniać.” – krzyknęła rozpaczliwie w myślach Gryfonka gnając ile tylko miała sił przez jeden z korytarzy Hogwartu. Dotarła do ruchomych schodów i z nadzieją, że nie zaczną się poruszać zaczęła zeskakiwać po dwa stopnie naraz. W końcu zdyszana dobiegła do głównego korytarza. Przed Wielką Salą stało wiele ludzi, pomiędzy, którymi Katia dostrzegła brązowowłosego chłopaka. Od razu ją zauważył i pomachał do niej przyjaźnie. Dziewczyna teraz już powoli, wyrównując oddech podeszła do niego.
- Cześć. Przepraszam za spóźnienie. – odezwała się robiąc niewinną minę.
- Nie ma sprawy. – uśmiechnął się ciepło łapiąc dziewczynę za rękę.
- To, co idziemy? – zapytał. Widać, że miał bardzo dobry humor.
- Jasne – odparła jasnowłosa dając zaciągnąć się mu w stronę wyjścia.
Od razu poczuła jak uderza ją fala zimnego powietrza. Na zewnątrz nie było przyjemnie. Wszędzie mgła, która stwarzała atmosferę jak z horroru. Ruszyli w stronę wioski wraz z innymi uczniami Hogwartu i McGonagall na przedzie. Nagle w powietrze wzbiło się ogromne stado kruków. Katia wzdrygnęła się i mocniej ścisnęła dłoń przyjaciela.
- Spokojnie. To tylko ptaki. – odezwał się czując jak kurczowo ściska jego rękę.
- Wiem. – uśmiechnęła się niemrawo – Ta pogoda jest taka przytłaczająca. – dodała nagle.
- Tak, że też musiało się tak porobić akurat dzisiaj – jęknął z nutką rozczarowania. – Ale w miasteczku będzie na pewno o wiele przyjemniej.
- Też tak sądzę – odpowiedziała mu czując dziwne ciepło na sercu, powiększające się gdy tylko on był blisko.
komentarze [27]
Co ty ukrywasz? >> niedziela, 15 października 2006 11:44:05
Dziękuje za wszystkie komentarze i zapraszam na kolejną część;)
***
Biały blask oślepił Gryfonkę. Poczuła, że leży na czymś miękkim. Całe ciało ją bolało począwszy od głowy aż po same stopy. Chciała otworzyć oczy, ale powieki wydawały się jej tak ciężkie jakby były z ołowiu. Każdy najmniejszy nawet nerw dawał o sobie znać skwiercząc z bólu. Jasnowłosa słyszała wokoło jakieś szepty. Niestety żadnego z głosów dobiegających do jej uszu nie mogła rozpoznać. Dźwięk był lekko zniekształcony i odgłosy słychać było jak zza grubego muru. W końcu z wielkim wysiłkiem otworzyła powieki, przez co fala jasnego światła jeszcze bardziej uderzyła ją w i tak już zmęczone tęczówki. Ujrzała biel. Biały sufit, białe ściany i kremowe zasłony. Rozejrzała się wokoło. Niedaleko jej łóżka stał Dumbledore wraz z McGonagall. Rozmawiali o czymś zawzięcie gestykulując rękami. Widać było, że psorka jest bardzo podenerwowana.
- Albusie nie wiem jak to się mogło stać. Myślałam, że zamek jest wystarczająco dobrze zabezpieczony.
- Bo jest Minerwo, ale nawet najznamienitsze zaklęcia zabezpieczające nie mogą się równać z tak potężną magią.
- Ale skąd…
- Skąd zna tak starą i potężną magie? Powiem ci prawdę… nie wiem tego. Sam wielce się dziwie z tego powodu, ale wierze, że jest jakieś racjonalne wytłumaczenie.
We wzroku McGonagall widać było strach.
- A ta dziewczyna? Albumie trzeba coś zrobić. Nie możemy pozwolić na to, aby uczniowie byli narażeni na jakiekolwiek niebezpieczeństwo!
- Zdaje sobie z tego sprawę.
- I mówisz to z takim spokojem?! – oburzyła się.
- Wszystko w swoim czasie moja droga, wszystko w swoim czasie.
- Ale…
- Zakończmy już tę rozmowę Minerwo. Podejmę najwyższe środki ostrożności, a póki, co nic innego nie możemy zrobić.
- Mamy czekać, aż komuś innemu stanie się krzywda?
- Spokojnie. Nie dopuszczę do tego.
- Al….
- Cii… - uciszył ją gestem ręki wskazując na lóżko blondynki – Porozmawiamy o tym, kiedy indziej. A teraz, jeśli pozwolisz chciałbym zostać sam z panną Moreto.
McGonagal tylko popatrzyła na dziewczynę, a po chwili wyszła ze Skrzydła Szpitalnego.
- Witaj. Mam nadzieje, ze dobrze się czujesz. – uśmiechnął się do niej ciepło dyrektor.
- Całkiem dobrze – odpowiedziała próbując odwzajemnić uśmiech, lecz zamiast tego na jej twarzy pojawił się grymas bólu.
- Nie ruszaj się. Jesteś bardzo poturbowana, więc lepiej leż spokojnie.
Katia nic nie odpowiedziała. Przyglądała się uważnie dyrektorowi. Chciała zapytać go o tyle rzeczy. Nie wiedziała, jakim sposobem się tu znalazła i co się stało. Choć tak wiele pytań cisnęło się na usta ona nie potrafiła wydusić ani słowa. Głos uwiązł jej w gardle sprawiając, że teraz oczekiwała tylko na to, co powie Dumbledore.
- Powiec mi… co pamiętasz z wczorajszego wieczoru?
Katia zastanowiła się chwile. Usilnie próbowała sobie coś przypomnieć, ale w jej głowie była wielka biała plama.
- Nic.
- Zupełnie nic? – zapytał ją Dumbledore patrząc na nią zza swoich okularów połówek.
- Niestety. Mam w pamięci jakąś lukę. Profesorze, a pan wie, co się wtedy działo?
- Wiem… ale na razie nie chce o tym mówić. Może w końcu ci się coś przypomni.
Przymknął lekko swoje oczy spuszczając wzrok na ziemie. Wydawało się jakby coś ukrywał. Ale co?
- Wypoczywaj moja droga.
- Chwile! Dyrektorze, proszę mi to wyjaśnić.
- Wszystko w swoim czasie dziecko. – uśmiechnął się ciepło do Gryfonki.
- Pani Pomfrey. Proszę się dobrze opiekować naszą uczennicą. – powiedział jeszcze na odchodnym do pielęgniarki, która dopiero co wyszła z gabinetu.
- Na pewno będę – uśmiechnęła się delikatnie.
- A więc, żegnam was miłe panie – ukłonił się lekko, po czym zamknął za sobą ciężkie, drewniane drzwi.
- No kochanieńka wypij to. – pielęgniarka podała jej jakiś eliksir o wyjątkowo gęstej konsystęcji i niezbyt dobrze prezentującej się zielonkawej barwie.
- Co to jest? – zapytała dziewczyna.
- Pomorze ci zasnąć.
Gryfonka bez żadnych protestów jednym haustem opróżniła próbówkę. Poczuła jak przez jej ciało przepływają nieprzyjemnie zimne prądy.
- Teraz śpij. Potrzebujesz dużo wypoczynku.
Katia opadła na poduszki czując jak jej powieki stają się coraz cięższe. Nie miała już siły zastanawiać się nad słowami dyrektora. Nie miała już siły na nic…
***
Obudziła się, gdy ściemniało się już. Przeciągnęła się, lecz był to błąd, ponieważ od razu poczuła ostry ból w okolicach brzucha. Szybko złapała się ze niego rękami i cicho pisnęła.
„Co się ze mną dzieje?” – pomyślała zlękniona.
Oparła się dłonią o skraj łóżka jednak poczuła pomiędzy swoimi palcami coś włochatego. Szybko cofnęła ręke, ale odetchnęła z ulgą widząc śpiącą Ann, której włosy rozsypały się po jasnej pościeli. Pogłaskała ją po głowie, a ta jakby przeczuwając, że to ona uniosła leniwie głowę z na wpół przymkniętymi powiekami. Gdy zobaczyła przyjaciółkę na jej twarzy wykwitł szeroki uśmiech.
- Kat! – rzuciła się na nią jak oszalała tym samym przytulając mocno do siebie.
- Spokojnie… auuu puść mnie – Gryfonka skrzywiła się z bólu.
- Och wybacz zapomniałam. Wszystko w porządku?
- Dopóki mnie nie dusisz o tak – uśmiechnęła się blondynka.
-Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłam! Kat co się stało tam na dole?
- Szczerze mówiąc to nie pamiętam.
- Jak to?
- No po prostu. Przypominam sobie tylko schody, a potem już nic.
- Z góry słyszałam tylko jeden wielki huk, a potem, wszyscy się zlecieli i zobaczyli ciebie leżącą na podłodze.
Katia spojrzała na nią z nieukrywanym zdziwieniem.
- Ale… co się mogło wtedy wydarzyć? – zamyśliła się Gryfonka. – Jestem pewna, że Dumbledore coś wie, ale nie chce mi powiedzieć.
- Tylko, po co by to przed tobą ukrywał?
Panna Moreto wzruszyła tylko ramionami i dalej wpatrywała się w przestrzeń przed sobą.
To wszystko nie mogło jej dać spokoju. W jej życiu nigdy nie było żadnych tajemnic może właśnie, dlatego tak bardzo ich się bała. Bała, że mogą za bardzo wpłynąć na jej życie i coś w nim zmienić.
- A gdzie Magie? – zapytała po chwili milczenia.
- W dormitorium śpi poza tym teraz moja kolej czuwania przy tobie – uśmiechnęła się lekko do przyjaciółki.
- To wy ustaliłyście sobie jakieś zmiany? – zapytała zdziwiona.
- Pewnie inaczej byśmy się o to pobiły, a pani Pomfrey zezwala tylko na jedną osobę przy łóżku. Pujde ją obudze to pogadamy.
- Nie – zatrzymała ją Katia – niech śpi… ty lepiej też idź się położyć, bo strasznie wyglądasz.
- Ja? Chyba żartujesz.
- No wiesz te worki pod oczami nie są zbyt seksowne – posłała jej ciepły uśmiech, co Ann odwzajemniła.
- Ktoś musi przy tobie być.
- Wcale nie. Nie zawracajcie sobie mną głowy. No już, na co czekasz? Idź do łóżka.
- No dobrze. Dobranoc.
- Pa.
Malutka blondynka wstała z krzesła, a przy samy wyjściu pomachała jeszcze swojej koleżance.
- Jak dobrze mieć takie przyjaciółki – powiedziała do siebie Katia.
Nie czuła się najlepiej, ale mogła już się ruszać nie sprawiając sobie przy tym zbyt wielkiego bólu. Podparła się na łokciach zarazem powoli i ostrożnie spuszczając nogi na ziemię. Wstała i trzymając się za obolały bok podeszła do okna. Cichutko przysiadła na parapecie przyglądając się księżycowi wyglądającemu zza chmur. Uchyliła okno, przez co chłodny wiatr ochłodził jej twarz, na której widniały dwa obfite rumieńce. Nagle zauważyła na błoniach jakiś ruch. Zmrużyła oczy wytężając wzrok. Były to dwie postacie w czarnych pelerynach. Szły w stronę bijącej wierzby. Katia starała się ujrzeć twarze owych osobników, gdy nagle jedna z nich spojrzała za siebie.
- To…. To pani Pomfrey – stwierdziła ze zdziwieniem jasnowłosa. Przyglądała się tak im jeszcze chwile zaciekawiona całą tą sytuacją. Uparcie śledziła wzrokiem tajemniczą osobę towarzyszącą pielęgniarce. Wydawała jej się dziwnie znajoma.
- Remus? Ale jak…
Teraz jej zdziwienie nie miało granic. Co on robi po ciemku na błoniach i to jeszcze ze szkolną pielęgniarką? Pod murami zamku mignęły jakieś cienie. Były to zwierzęta, jeleń, pies i szczur.
- Dzieje się tu coś bardzo dziwnego. Co ty ukrywasz Lupin?
komentarze [25]
Miły wieczór >> wtorek, 26 września 2006 22:24:23
Notki nie było długo, ale to z powodu barku czasu no i... ech... mojego lenistwa. Postaram się częściej coś dodawać bo przeciez po to się prowadzi bloga.. żeby pisać;P
***
Jasnowłosa dziewczyna siedziała na parapecie kurczowo zaciskając swe drobne ręce na nogach. Patrzyła w niebo, które roztaczało przepiękny blask bijący od gwiazd. Zakazany Las, choć mroczny wydawał się w tej chwili taki spokojny jak jeszcze nigdy dotąd. Światło księżyca odbijało się na gładkiej jak lustro tafli jeziora. Obydwie współlokatorki dziewczyny spały, a więc mogła ona spokojnie rozmyślać. Nie wiedziała już, co ma robić. Remus najpierw w Pokoju Wspólnym powiedział przyjaciołom, że nic do niej nie czuje, a potem próbował ją pocałować. Jej głowa była za mała na to wszystko. Była już zmęczona całą tą sprawą. Wolałaby nigdy w życiu nie spotkać Lupina. Nie.... teraz kłamała. Bo czy gdyby go nie spotkała dowiedziałaby się kiedykolwiek, co to znaczy kochać? Przekręciła się na parapecie tak, aby moc patrzeć na swoje spokojnie śpiące przyjaciółki. Oddychały tak spokojnie i równomiernie. Były w tej chwili pozbawione jakichkolwiek zmartwień. Właśnie, dlatego Katia tak bardzo lubiła oddawać się temu stanowi. Mogła wtedy realizować swoje najskrytsze marzenia i dokonywać niezwykłych rzeczy.
***
- Katia, Katia zaczekaj!
Blond włosa Gryfonka odwróciła się do tyłu, a na jej usta wstąpił szczery uśmiech.
- Andreas! - krzyknęła entuzjastycznie.
- Jak ja cie dawno nie widziałem - powiedział, kiedy po biegu nabrał już tchu w płuca.
- Ja ciebie też - uśmiechnęła się.
Ten chłopak miał w sobie coś, co sprawiało, że wszystkie troski i smutki nagle gdzieś znikały.
- Ostatnio byłaś jakaś nieosiągalna, no, ale wreszcie udało mi się cię złapać. Słuchaj w piątek jest wypad do Hogmesmade. Może byś poszła tam ze mną? No wiesz żeby odświeżyć naszą znajomość - puścił jej oczko.
- Bardzo chętnie, a o której?
- Hmm... może o 18 przed Wielką Salą?
- Ok to do zobaczenia.
Obdarzyła go jeszcze soczystym buziakiem w policzek i skierowała się w stronę wieży Gryffindoru. Czuła się już znacznie lepiej. Przestała się tak zamartwiać, chociaż nadal ciągle pamiętała o Remusie. A on? Zachowywał się tak.... normalnie. Jakby nic się nie stało, a do tamtego wydarzenia na korytarzu nigdy nie doszło. W głębi serca bolało ją to, ale dzielnie się temu opierała. Nie chciała pokazać mu swojej słabości. Musiała być silna i spróbować przestać o nim myśleć. Jednak nie będzie to łatwe zwarzywszy na to, że przynależy on to tego samego domu, co ona.
Jasnowłosa w dormitorium zastała swoje przyjaciółki zawzięcie odrabiające prace domowe.
- Hej dziewczyny! - przywitała się.
Mruknęły jakieś niewyraźne "cześć" prawie w ogóle nie zwracając na nią uwagi. Aż tak pochłonęły je lekcje? To do ich niepodobne.
"O nie tak nie ma" - pomyślała blondynka. Podeszła do Magie i wyrwała jej książkę zamykając ją zarazem.
- Ej co ty robisz?! - zapytała oburzona.
- Odpuśćcie sobie to na razie. Transmutacje mamy dopiero pojutrze.
- Może ty sobie odpuszczasz, ale my chcemy mieć już to za sobą - wtrąciła się Ann.
- Ech... a co powiecie na taki mały, babski wieczór zamiast tej całej nauki? Obejrzałybyśmy sobie jakiś film.
Obie spojrzały na nią wielkimi oczyma.
- No wiecie ostatnio mało czasu spędzałyśmy ze sobą, więc pomyślałam, że może byśmy to nadrobiły? - dodała z nadzieją.
- To.... to... to świetny pomysł! - wykrzyknęła niespodziewanie Ann.
Magie tylko się uśmiechnęła i pokiwała znacząco głową na znak, że przyznaje koleżankom racje.
- Dobra to Magie leć po popcorn. Ann załatw coś mocniejszego do picia, a ja skombinuje jakiś film.
- Wszystko świetnie Kat, ale powiedz mi jedno. - powiedziała Magie - Na czym ty chcesz oglądać ten film?
- Racja! - blondynka uderzyła się otwartą dłonią w czoło. - Jaka ja jestem głupia. I co teraz?
- Hmm... no nie wiem. Nie czekaj! Wiem! Flich miał kiedyś coś takiego jak telewizor i wideo. Tylko gdzie to teraz jest? - zamyśliła się na chwile malutka blondynka.
- U Huncwotów. - odpowiedziała jej brunetka.
- A ty skąd wiesz? - zaciekawiła się Katia.
- Peter mi mówił. Oni zawsze, co ciekawsze rzeczy mu zwijają.
- A więc trzeba do nich iść. - stwierdziła Ann.
- O nie ja swojej nogi tam nie postawie! Idźcie wy. - zaprotestowała panna Moreto.
- O nie bądź dzieckiem chodź z nami!
-Nie. - powiedziała stanowczo. - Zorganizuje coś do jedzenia, a wy przynieście tv.
- Niech już ci będzie - zrezygnowała Ann i wraz z Magie wyszła z dormitorium kierując się do chłopaków. Katia natomiast wyciągnęła z kufra kilka paczek chipsów, jakieś ciastka i paluszki. Wszystkie te słodycze były pochodzenia mugolskiego, ponieważ ojciec dziewczyny pochodził z nie magicznej rodziny, a ona bardzo często spędzała czas w zwykłym świecie zajadając się różnorodnymi smakołykami. Miała do nich sentyment tak, więc zabrała trochę ze sobą. Pamiętała jak babcia karmiła ją ciastem z karmelem. Mimo iż mugolskie było bardzo dobre. Katia oblizała ze smakiem usta na samo to wspomnienie. Podeszła do swojej szafki nocnej zaczynając w niej grzebać. Po kilku minutach szczęśliwa wyjęła z niej kasetę.
- Teraz tylko jeszcze picie. - powiedziała sama do siebie. W tym celu postanowiła udać się do kuchni.
***
Katia szczęśliwa wracała z nowo nabytym płynem do wieży Gryffindoru.
- Czekoladowe żaby – rzuciła pośpiesznie Grubej Damie, która przepuściła ją do Pokoju Wspólnego. Będąc na schodach wiodących do dormitorium usłyszała dziwne odgłosy wydobywające się zza drzwi. Szybko przeskoczyła pozostałe stopnie i ostrożnie chwyciła za mosiężną klamkę. Kiedy zobaczyła co działo się w pokoju stanęła jak wryta. Na samym środku siedziała Ann cała opleciona jakimiś kablami. Za to na łóżku Magie zwijała się ze śmiechu. Jasnowłosa sama prawie się roześmiała, ale postanowiła pomóc przyjaciółce.
- Co wy żeście zrobiły? – uśmiechnęła się przyjaźnie Kat.
- No próbuje podłączyć do siebie wideo i telewizor no i nie wiem jak to zrobić – rzekła z nutką goryczy blondynka.
- Daj mi to, ja się tym zajmę.
Po dziesięciu minutach wszystko było tak jak należy. Katia miała już doświadczenie w takich sprawach, a więc nie sprawiło jej to praktycznie żadnej trudności.
- Ooo piwo kremowe skąd je wytrzasnęłaś? – zapytała zdziwiona brunetka.
- Byłam w kuchni. Zdziwiłybyście się ich zapasami. Czego oni tam nie mają.
- To mają też Ognistą Wisky?
- Tak, ale teraz już o tym nie mówmy włącze film.
- A co to właściwie za opowieść? – wtrąciła Ann.
- Nie mam pojęcia, ale tylko to mam.
Dziewczyna wyjęła kasetę z opakowania i włożyła do odtwarzacza naciskając „play”. Na ekranie zaczęły się wyświetlać napisy i poszczególni sponsorzy. Katia nalała w trzy szklanki trochę złocistego płynu, po czym wcisnęła po jednej przyjaciółkom. Wszystkie usadowiły się wygodnie na jednym z łóżek zatapiając się w pierwszych dźwiękach ścieżki dźwiękowej filmu.
***
- Eeee…. jakiś dziwny ten film – stwierdziła inteligętnie Ann.
- Skąd ty go wytrzasnęłaś? – dołączyła się Magie.
- Nie wiem. Mam go od dawna na dnie kufra, a ponieważ nie miałam nic innego włączyłam to.
- Dobra nieważne chodźmy lepiej spać bo już późno – brunetka wstała otrzepując się z okruchów chipsów, które nagromadziły się na jej bluzce.
Trach!
- Co to było?! – Ann podskoczyła jak oparzona.
- To dochodziło z Pokoju Wspólnego – odpowiedziała jej Katia kierując się w strone drzwi. Już chciała je otworzyć gdy nagle.
- Chyba nie zamierzasz tam iśc? – zapytała wystraszona Magie.
- Zamierzam. A wy nie idziecie?
Obie pokiwały przecząco głową.
„Tchórze” – pomyślała blondynka uchylając drzwi. Powoli wyszła za nie uważając by czegoś po drodze nie potrącić. Zeszła po schodach jak najciszej umiała. Zmrużyła oczy próbując wypatrzeć coś w ciemności.
komentarze [14]
Serce nie sługa... kocha nawet kiedy nie chce >> niedziela, 3 września 2006 22:35:32
Jutro do szkoły. Ech... jak mi się nie chce:/ A więc na pożegnanie wakacji dodaje nową notkę. Jest troche bardziej pikantna;) Acha i zrobiłam nowy szablon. Wiem, wiem nie jest za ładny, ale w tej chwili nie stać mnie na nic lepszego.
***
Zbudziło ją poranne słońce. Leniwie podniosla się na łokciach i z przymróżonymi oczami popatrzyła za okno. No tak zapomniała zasłonić kotare. To przez to słońce nie dało je spać natarczywie igrając na jej delikatnej skórze i blond pasmach włosów. Była dopiero szósta rano, a więc jeszcze wszyscy spali. Dziewczyna wstała z łóżka i nałożyła na siebie szlafrok. Powoli i ostrożnie zeszła do pokoju wspólnego. Już miała wkroczyć na ostatni stopien gdy szybko się cofnęła słysząc odsuwający się portret grubej damy.
- No nareszcie to była ciężka noc.
- Ale warto było. Nie moge się doczekać min wszystkich tych dzieciakow i nauczycieli.
- Ech....
- No co Lunio? Wiemy, że nie lubisz takich akcji, ale przyznaj, że było zabawnie.
- Tylko nie Lunio!
- Dobra, dobra spokojnie juz.
Katia patrzyła na nich jak zachipnotyzowana. Tego nie mogła przewidzieć. Co tu o tej porze robia Huncwoci? O niech tylo obudzi Evansówne to im sie oberwie. Jej przy okazji też, ale chyba Lilka byłaby bardziej zainteresowana tym co tu robią chłopaki.
- A Lunio jak tam z Katią? - zapytał się Syriusz z jakąś dziwną miną.
Lupinowi od razu mnina zrzedła.
- Nie wspominaj mi o niej.
- Co już ci się nie podoba? - zaironizował Black.
- Nigdy mi się nie podobała i nigdy nie będzie.
- Jak uważasz.
Jasnowłosą coś zcisnęło za serce. A jednak miała rację. Nawet nie musi już z nim rozmawiac bo wszystko stało się dla niej jasne. Ona go kochała on nie. Proste. Poczuła ogromny żal i smutek. Tak chciałaby zasnąć. Zasnąć i nigdy się już nie obudzić.
Nagle Syriusz wyciągnął z kieszeni kawałek jakiegoś starego, wyświechtanego i lekko pożółkłego pergaminu.
- Koniec psot! - powiedział celując nań rużdżką, a następnie chowając z powrotem.
- Dobra chodźmy spać. Mamy jeszcze... - spojrzał na zegarek przypiety na nadgarstku - ... półtorej godziny. No panowie cała droga nasza!
Cała czwórka wpakowała się po schodach do swojego pokoju całkiem nieświadoma, że tuż obok na sąsiednich stopniach prowadzących do dormitorium dziewczyn siedzi blondwłosa dziewczyna ukrywająca twarz w dłoniach.
- Mam dośc - szeptała do siebie - Dlaczego mi to robisz??? - rzekła unosząc głowe do góry.
- Czym sobie na to zasłużyłam? prosze... odpowiedz mi.
Cisza.
Zero reakcji. Ciepła kropelka wody wsiąkła w zastraszającym tempie w dywan leżący na schodach.
Zniknęła.
Zupełnie tak zamo jak niknęła w sercu Katii nadzieja.
***
- No dziewczyny chodźcie na to śniadanie. - rzuciła po wyjściu z łazienki Nadine.
- Ok tylo wezme książki. - odpowiedziała jej Ann przewalając całe łóżko w poszukiwaniu swojej torby.
- Mam! - krzykneła triumfalnie po czym wszystkie trzy skierowały się do wyjścia.
- Kat co ty taka małomówna dzisiaj? - zapytała ją w drodze Nadine.
- Po prostu nie mam chumoru.
Brunetka już otwierała ponownie usta, ale zaraz je zamknęła widząc gromiące ją spojrzenie Ann.
Dziewczyna miała racje. Katia od rana prawie wogóle się nie odzywała. Była jakaś przytłoczona i nieobecna.
Całą droge do Wielkiej Sali pokonaly już w ciszy.
Kiedy weszły do wyżej wymienionego pomieszczenia od razu zajęły swoje miejsca. Nad i Ann zaczęly jesć, ale panne Moreto zupełnie opuścił apetyt więc postanowiła jedynie potowarzyszyć przyjaciółkom. Gdy dziewczyny skończyły jeść niespodziewanie powstał Dumbledor stukając lyżką w swój kielich co miało wszystkich uciszyć.
- Pragnę was tylko poinformować, że jacyś dowcipnisie - tu spojrzał znacząco na Huncwotów jednak uśmiech nie schodził mu z twarzy - spowodowali wybuchy we wszystkich salach lekcyjnych. Jak zapewne się domyślacie z tego powodu lekcji dziś nie będzie!
Przez całą sale przeszły ogromne wiwaty oraz gwizdy uczniów. Wiedzieli komu mogą za to podziękować. Za to James w geście zwycięscy wszedł na stół i zaczął wywijać jakieś dziwne gesty rękami. Nie obyło się to bez oburzenia Lily, a McGonagal przyglądała mu się ze zmrużonymi oczami. Katia mimowolnie się uśmiechnęła. W końcu dzień zapowiadał się nie najgorzej.
***
Pewna blondynka właśnie wracała z biblioteki z kilkoma wyporzyczonyi książkami. Jej samopoczucie zmieniło się na lepsze. Sama nie wiedziała dla czego, ale czuła się mniej spięta i smutna. Idąc tak zamyślona nie zauważyła nadchodzącej zza rogu osoby co doprowadziło do czołowego zderzenia.
- Auu - jęknęła przeciągle Katia.
- Przepraszam to moja wina.
Uniosła głowę napotykając po drodze błękitne tęczówki. Chłopak podał jej rękę, a ta niepewie ją pochwyciła.
- Nic ci nie jest? - zapytał.
- N... nie. - odrzekła bojąc się mu spojrzeć w oczy. W tak pożądane przez nią oczy. Najbardziej kochała w nim właśnie je. Były przepełnione nutką tajemniczości i pewną nie opisaną dobrocią. Chłopak delikatnie ujął jej podbrudek zmuszając do tego by to jednak zrobiła. Kiedy to się stało niewytłumaczalne dreszcze przebiegły po całym jej ciele. Patrzyli tak na siebie chłonąc z tej chwilii każdą minutę. Czuła na swoim policzku jego ciepły oddech. Wiedziała, że przy nim jest bezpieczna. Jednak gdy była blisko niego jej serce zaczynało pracować o wiele szybciej. Remus przyblizył się do niej bardziej. Zrobiło jej się gorąco, a w brzuchu stado motyli wykonało niebezpieczny piruet. Chłopak objął delikatnie dziewczyne przyciągając ją wolno coraz bardziej ku sobie. Z każdą sekundą ich twarze były coraz bliżej siebie. Katia nie wiedziała jak smakują jego różane usta. Zawsze tylko bardzo ją kusiły jednak nie miała żadnej sposobności do skosztowania ich. Zamknęła oczy, a wtedy przemknął jej przed oczami obraz Lupina jeszcze z rana, a jego słowa zabrzęczały jej w uszach " Nigdy mi się nie podobała i nigdy nie będzie". Jeszcze kilka milimetrow a ich wargi połączyły by się ze sobą jednak do Gryfonki dotarł zdrowy rozsądek. Chociaż serce mówiło co innegi mocno odepchnęła od siebie Remusa. W jego oczach błyszczał zawód jednak starał się to ukryć.
- Czego ty ode mnie chcesz? - zapytała go niespodziewanie Katia.
Zaskoczyła go tym. Nie wiedział co jej odpowiedzieć. Bo niby czego od niej chciał? Spuścił głowę, a kiedy po chwili ją uniósł już jej nie było.
komentarze [14]
Pan we własnej osobie >> czwartek, 24 sierpnia 2006 13:46:48
Przepraszam, że o ostatniej notce nikogo nie powiadomiłam, ale wyjechałam nad morze. notke miałam zamiar dodać rano, ale o 6 serwer był nieczynny:/ Tak więc notke wkleila moja koleżanka. Dobra nie gadam już tylko zapraszam do czytania. Ta część nie jest zbyt rozwinięta.
***
Klarowane krople deszczu spływały, gladko po przezroczystej tafli okna. Od akiegos czasu pogoda nie była najlepsza. W powietrzu czuć było wilgoć co jeszcze bardziej oziembiało klimat. Z dnia na dzień trzeba było uierać się cieplej, a błonia były juz całiem opustoszałe. Po zielonych liściach drzew co chwile spływały nowe krople zimnej cieczy. Niebo zasnuło się chmurami, a jego odcień przybrał niezbyt przyjazny szary kolor. Na mokrej, a zarazem ślizkie ścieżce, ktora prowadziła w głąb zakazanego lasu dostrzec można było jakiś ruch. Ubrana cała na czarno zakapturzona postać szła szybkim krokiem w strone drzew. Co chwile jednak rozglądała się niespokojnie we wszyskie strony. Ominęła chatkę gajowego Hogwartu, a po chwili zniknęła w ciemnościach Zakazanego Lasu. Przedzierała się przez gęste zarośla, które częściowo rozdarły czarną szate. Po pewnym czasie dotarła do polanki na środku, której stał mały domek. Postać zbliżyła się do niego, a następnie weszła do środka. Czuć tam było obrzydliwy odor stęchlizny co nie jednego człowieka zwaliłoby z nóg. Wokoło walały się różne graty, a posiadłość wydawała się opuszczona. Zakapturzona postać skrzywiła się nieznacznie jednak udała się w głąb domu. Gdy znalazła się w doszczętnie zrujnowanym pomieszczeniu usłyszała za sobą syk.
- A jednak przyszedłeś.
- Panie nie mógłbym cie zawieśc. - wydukał z pokorą zginając się w pól co miało byc pokłonem.
- Twoje szczęście,a teraz powiedz mi jak daleko posunąłeś sie z zadaniem jakie ci powierzyłem? - jego głos był tak lodowaty a zarazem straszliwie zachrypniety przez co po plecach przybyłej tu osoby przebiegły ciarki.
- Już prawie. Staram się.
- Co to znaczy?! Masz ich zabić!
- Ale ja...... ja nierozumiem... dlaczego?
- Dlaczego?! Ponieważ mi zagrażają! Nie mam zamiaru się narażać! A jeśli ty jesteś po ich stronie także zginiesz!
- Nie! Ja jestem wierny tylko tobie Panie.
- Oby tak było bo inaczej gorzko tego pożałujesz. Wracaj do pracy! Masz zgromadzić jak największą ilość informacji!
- Jak rozkarzesz Panie.
***
Jasnowłosa dziewczyna siedziała skulona przy oknie w swoim dormitorium. Po jej twarzy spływaly drobne krysztalowe kropelki. Była smutna. Kochała go teraz wiedziala o tym dobrze, a on? Dla niego byla nikim. Nie liczyła się. Wiedziała o tym dobrze. Wtedy gdy kazał je wyjść ze Skrzydła Szpitalnego poczyła jak jej serce pęka na tysiąc drobnych kawałeczkow. Chociaż od tamtego wydarzenia minęły już trzy tygodnie nadal czuła ogromną gorycz, która zamiast łagodnieć przybierała na sile. Blondynka wstała i sięgnęła po jakąś książkę. Był to jej pamietnik. Dawno w nim nie pisała. Przewertowała kartki i zatrzymala się na jednym zapisku. Zawierał on wrażenia ze wspólnie spędzonego Bożego Narodzenia jeszcze z przyjaciółmi pozostawionymi we Francji. Katia uśmiechnęła się na mysl tak odległych teraz dla niej czasów. Jedyną rzeczą jaką teraz pragnęła było cofnięcie się w przeszłość i nie dopuszczenie do wyjazdu do Anglii. Co prawda spotkała tu Ann i Nadine, ale cała reszta ją przytłaczała.
- Remus dlaczego nie chcesz mnie zrozumieć? - wyszeptała wbijając swój pusty wzrok w podłoge.
***
- Kat podasz mi wreszcie te ziemniaki?!
- Cooo? A jasne...
- No nareszcie. Prosze cie o to od 10 minut, a ty nic - naburmuszyła się Nadine wyrywając pannie Moreto z rąk srebrną mise.
- Przepraszam zamyśliłam się - odparła lekko zmieszana.
- Rzeczywiście robiłaś to bardzo intensywnie. Chociaż nie wiem czego można szukać przez 10 minut w Lupinie - uśmiechnęła się Ann.
- Ja wcale o nim nie myślałam! - oburzyła się Katia.
- O nim czy nie to i tak się na niego gapiłaś - Megie wypieła dumnie pierś widząc, ze przyjaciółka nie wie co jej odpowiedzieć.
- Ogh przestań - wściekła się blondynka posyłając Nad morderczy wzrok.
- Spokojnie kochana! Przecież to tylko żarty! - przerwała im Ann - Martwimy się o ciebie.
- Niepotrzebnie.
- A ja sądzę, ze potrzebnie - stwierdziła malutka blondynka.
- Powiedz o się dzieje? - wtraciła się brunetka.
- To nie wasza sprawa! Dajcie mi spokój!
Wstała gwałtownie i odeszła od stołu.
- Ja z nią pogadam - poinformowała Nadine Ann i ruszyła za przyjaciółką.
Dogonoiła ją dopiero przy schodach.
- Kat! Kat! Poczekaj!
- Zostaw mnie.
- Nie! A wiesz dlaczego?
- Może mnie oświecisz? - bąknęła ironicznie jasnowlosa.
- Bo jesteś moją przyjaciółką.
W żołądku Katii coś się przewróciło. Ann miała racje. Ona sama zachowała się jak dziecko, a ta mała niepozorna dziewczyna za wszelką cene chciała jej pomóc bo uważała ją za prawdziwą, godną zaufania przyjaciółke. Poczuła jak oczy ja szczypią ze wzruszenia.
- Przepraszam - szepnęła siadając pod posągiem i podkurczając pod siebie nogi.
- Nic się nie stało - Ann uklęknęła przy niej - a teraz prosze powiedz mi o co chodzi.
- O....o... - głos drżał jej od szlochu.
- Chodzi ci o szkołe?
Dziewczyna energicznie zaprzeczyła ruszając głową.
- O.... o Remusa?
Blondynka pokiwała na znak, że zgadła.
- Kochanie nie możesz się tak zadręczac. Powiedź co on ci zrobił?
Katia z trudem powiedziała Ann o tym co zdażyło się około trzech tygodni temu. Po raz pierwszy zwierzyła się tak komuś nie kryjąc swoich emocji i uczuć. Jednak poczuła znaczną ulge gdy jej bóle dzierżyła także przyjaciółka.
- Musisz z nim porozmawiać.
- Nie dam rady- odparła Katia.
- Musisz! Oboje potrzebujecie takiej szczerej rozmowy.
- Może i masz racje, ale teraz nie mam już siły nad tym myśleć. Potrzebuje odpoczynku.
- Wiem, ale pamiętaj gdy tylko zbierzesz odrobine sił idź do niego i powiedź mu jak to wszystko odczuwasz.
- Ale...
- Żadnych "ale" jasne to dla ciebie? - spojrzała na nią surowo.
- T... tak. Ja ide narazie.
- Odpocznij tylko dobrze.
Blondynka skierowała się w stronę wieży, a następnie swojego dormitorium.
Miała gdzieś to, ze opuści pozostałe lekcje jakie jej pozostały. Natychmiast zasnęła. Bowiem teraz tylko w śnie mogła znaleść ukojenie.
komentarze [14]
Remus >> niedziela, 6 sierpnia 2006 13:54:30
Czarnowłosy chłopak patrzył na nią z pogardą wymalowaną w oczach. Katia wzdrygnęła się widząc chłód, jaki bił od niego.
- Pytam jeszcze raz! Co tu robisz?! – James zacisnął dłonie w pięści.
Widać było dobrze, że miał ochotę rzucić się na blondynkę i wypchnąć ją ze Skrzydła Szpitalnego.
- Eeee… przyszłam, bo się pokaleczyłam przecież sam widziałeś. – odparła lekko przestraszona.
- Nie. Nie o to mi chodzi. Co robisz przy łóżku mojego przyjaciela?! – krzyknął wściekły.
- Przestań! To ja powinnam mieć do ciebie pretensje. Dlaczego kłamałeś?! Dlaczego powiedziałeś mi, że leży bezpieczny w swoim dormitorium? Czemu nie wyznałeś, ze jest tutaj? – po jej policzkach spływały łzy. Nie wytrzymała. Emocje były zbyt silne.
- Bo już dosyć go zraniłaś. – odpowiedział z poważną miną.
- Co? O czym ty mówisz? Ja mu nic nie zrobiłam.
-Taaak? A to ciekawe, ja widziałem zupełnie, co innego. – w jego głosie można było wyczuć ociekającą jadem ironie.
-Jak to? – zapytała zdziwiona.
James w tej chwili wybuchł. Nienawidził jej z całego serca. Za to, co zrobiła jego przyjacielowi. To przez nią przez ostatni miesiąc chodził przybity. Teraz jego rany po pełni były gorsze niż zwykle. Chłopak był pewien, że ta niepozorna blondynka miała w tym jakiś udział. Nawet nieświadomy.
- Najpierw się do niego podwalasz, a potem kręcisz z jakimś Andreasem! Dziewczyno zastanów się porządnie zanim coś zrobisz! – wykrzyczał jej w twarz.
Katia niebezpiecznie zamrugała powiekami. Oczy szczypały ją niemiłosiernie, bowiem próbowała hamować łzy, co jednak nie bardzo jej wychodziło.
- Andreas jest tylko moim przyjacielem. I wcale nie podwalałam się do Remusa. O co ci chodzi? – odrzekła spokojnie jednak w jej głowie przewijał się teraz natłok myśli.
- Wiesz jesteś beznadziejna. Brzydzę się tobą.
Te słowa zapiekły ją do żywego. Wołałaby już dostać od niego w twarz. Ona zawsze brała wszystko do siebie. Taka już była.
Jej niebieskie tęczówki zaczęły coraz bardziej się szklić.
- Jak możesz. – tylko tyle zdołała z siebie wydusić.
Zaraz po chwili słychać było stukot butów i głośne trzaśnięcie drzwiami.
Uciekła. Nie byłaby w stanie więcej znieść. Pobiegła wprost do wierzy Gryffindoru. Nie obchodziły ją jej własne rany. Nie po tym jak zobaczyła Remusa. Ale co miał na myśli James? Czy Lupin darzył ją jakimś silniejszym uczuciem? Jak to możliwe skoro w stosunku do niej był taki oschły.
Szybkim krokiem przeszła przez Pokój Wspólny podążając do dormitorium. Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi oparła się o nie placami i schowała twarz w dłoniach. Powoli osuwała się w dół wydając z siebie cichy i pełen goryczy szloch.
***
Nie powiedziała nikomu o tej kłótni. Bo niby, po co? Zadawaliby niepotrzebne pytania, a James mógłby jeszcze czymś ją dobić. Tak, więc milczała. Prawie przestała mówić. Nawet jedzenie nie szło jej zbytnio. Remus był już w Skrzydle Szpitalnym od czterech dni. Wiedziała, że się obudził. Dowiedziała się o tym przypadkowo podsłuchawszy rozmowę Syriusza i Jamesa. Nie wiedziała jednak jak się czuje. Trawiło ją ogromne poczucie winy, ze to przez nią. Sama nie wiedziała, dlaczego ale coraz bardziej miała wrażenie, ze Potter ma racje, co do niej.
Siedziała właśnie w dormitorium, kiedy niespodziewanie zerwała się na równe nogi.
-Kat, co się….. – dalszej wypowiedzi Ann nie słyszała. Wybiegła z pomieszczenia mijając przy tym Pokój Wspólny. Wszyscy zgromadzeni tam Gryfoni patrzyli na nią jak na wariatkę jednak ją mało to obchodziło. Biegła przez pełen uczniów korytarz. Wiedziała, że musi go zobaczyć, bo inaczej oszaleje. Nie rozumiała jak mogła nie, zrobic tego wcześniej. Zwolniła dopiero przy drzwiach Skrzydła. Zawahała się jednak po chwil pchnęła wielkie, drewniane drzwi wchodząc tym samym do środka. Rozejrzała się dookoła. Pielęgniarki nigdzie nie było, a więc droga wolna. Ostrożnie zbliżyła się do łóżka Lupina. Zauważyła, że śpi. Najciszej jak umiała usiadła na białej pościeli i zaczęła się mu przypatrywać. Wyglądał koszmarnie, chociaż trochę lepiej niż ostatnim razem. Delikatnie położyła głowę na jego torsie wsłuchując się w miarowe bicie jego serca oraz tym razem spokojny i równomierny oddech. Tak bardzo pragnęłaby te serce biło dla niej. Podniosła się i niepewnie złapała chłopaka za dłoń. Zastanawiała się, co też mogło doprowadzić go do takiego stanu. Nie miała odwagi zapytać o to Huncwotów, choć była pewna, że oni z pewnością znają odpowiedź zresztą i tak by jej nic nie powiedzieli. Po jej policzku popłynęła ciepła, kryształowa kropelka rozbijając się na bladej dłoni blondyna.
- Co tu robisz? – usłyszała zachrypnięty głos.
Podniosła głowę, a to, co zobaczyła sprawiło, że wielki uśmiech wystąpił na jej twarzy. Chłopak o głęboko niebieskich oczach patrzył na nią.
- Remus! Jak się czujesz? – zapytał na jednym wydechu.
- Dobrze dziekuje. – odparł odwracając głowę w bok tak, aby nie móc patrzeć na dziewczynę.
- Co ci się stało? – ze smutkiem w oczach patrzyła na jego reakcje spowodowaną jej widokiem.
- A po co ci to do wiadomości, co? – powiedział najoschlej jak umiał.
Katie zakuło coś w okolicach serca.
- Martwie się o ciebie. – odpowiedziała ze łzami w oczach.
- Nie powinnaś. Wszystko jest dobrze.
- Dobrze? Leżysz tutaj cały pokiereszowany i według ciebie wszystko jest dobrze? Proszę cię powiedz mi prawde. Twoi przyjaciele nie chcieli tego zrobić.
- I dobrze zrobili. – rzekł chłodno – A teraz proszę wyjdź.
- Ale..
- Żadnych „ale” już.
Zrezygnowana wstała i udała się do wyjścia. Będąc w drzwiach odwróciła się za siebie. Leżał tam nadal w tej samej pozycji nawet nie drgnąwszy. Katia patrzyła smutno w jego stronę. Wypowiedziała bezgłośnie słowa.
- „Kocham cię”.
komentarze [18]
Skrzydło Szpitalne >> czwartek, 27 lipica 2006 11:05:59
Wróciłam jakieś dwa dni temu, ale dopiero teraz dodaję notkę:) Pisałam ją po nocy bo jakoś tak mnie wena naszła na stworzenie czegoś:)
***
Ciemność, ból, krzyk. Takie czynności i uczucia towarzyszyły mu w czasie każdej przemiany. W czasie każdej pełni księżyca. Dla jednych było to wspaniałe zjawisko godne podziwu. Dla niego oznaczało ono powrót jego przekleństwa. Księżyc. Niby tak piękny, a dla niego był jak wyrocznia. Nie miejąca litości ani odrobiny współczucia.
Nienawidził go… z całego serca. Pragnął, aby zniknął na zawsze. Aby już nigdy nie zaświecił nad ziemią i nie otulał jej swymi jasnymi strugami światła. Jeszcze, gdy był małym chłopcem wręcz uwielbiał wpatrywać się w niego godzinami. Pamiętał, gdy razem z ojcem rozkładali w ogródku koc i kładli się na nim oglądając gwiazdy. Kiedy to wesoło gawędzili i zajadali się smakołykami zakupionymi w Hogmesmade. Te czasy dawno minęły. Gdy miał osiem lat wszystko się zaczęło. Ojciec, który do tej pory tak bardzo go kochał wyparł się go. Nie mógł się pogodzić z tym, kim stał się jego syn. Przypominał sobie jego słowa. Przed każdą pełnią.
„To COŚ nie może być moim dzieckiem! Wynoś się z domu i nigdy nie wracaj!”. Jedynie matka była przy nim. Kochała go mimo wszystko. Odeszła razem z nim. Próbowała mu pomóc. Bezskutecznie… Chociaż w pewnym sensie mu pomogła, lecz wiele zawdzięczał również Dumbledorowi. To właśnie dzięki niemu mógł uczyć się w Hogwarcie. Gdyby nie to nigdy nie poznałby swoich przyjaciół. Tylko oni zaakceptowali to, kim jest i pozostali przy nim na dobre i na złe. Chłopak prawie płakał, gdy dowiedział się, ze specjalnie po to by być blisko niego i go wspierać zostali animagami. Cieszył się bardzo posiadając takich przyjaciół. Byli oni, bowiem prawdziwym darem od losu.
Nagle poczuł nieopisany ból w okolicach skroni. Upadł. Nie miał już siły dalej z tym walczyć.
„Zaczęło się” – pomyślał.
***
Jasne promienie słońca przebijały się przez niedokładnie zasłonięte zasłony padając na twarz pewnej blond włosej Gryfonki. Dziewczyna po kilku minutach obudziła się i przeciągnęła leniwie spoglądając na zegarek.
„6.00 hmm… dziwne wczoraj tak późno zasnęłam, a dzisiaj tak wcześnie się budzę.” – przemknęło jej przez myśl. Wstała i zaczęła szukać odpowiednich ubrań. W nocy nie mogła spać. Ciągle miała to dziwne uczucie, że dzieje się coś złego. Nie wiedziała jak to możliwe, bowiem nigdy wcześniej coś takiego się jej nie przydarzyło. Udało jej się zasnąć około czwartej rano, kiedy księżyc zaczął powoli ustępować miejsca słońcu.
Blondynka zamknęła się w łazience postanowiwszy wziąć prysznic. Odkręciła obydwa kurki regulując temperaturę cieczy. Zdjąwszy ówcześnie swoje ubrania weszła do środka kabiny. Prawdziwą błogość sprawiała jej woda tocząca mokre ślady na jej skórze. W czasie wakacji była tu i tam z przyjaciółmi, co sprawiło, że jej karnacja nabrała lekko brązowy kolor. Jeszcze kilka kropel i szmer wydawany przez rozbijającą się o kafelki wodę ucichł. Katia owinęła się białym, puchowym ręcznikiem i zabrała się za rozczesywanie swoich długich blond włosów. Spojrzała na swoją twarz. Miała bardzo dobrze uwydatnione worki pod oczami.
-Ech – westchnęła – na szczęście istnieją kosmetyki – uśmiechnęła się lekko do swego odbicia.
***
- Panno Moreto, co też panna wyprawia?! – krzyknęła przerażona McGonagal widząc, że zamiast przetransmutować kubek w żabę spowodowała ogromny wybuch na pół klasy.
- Jaaa…
- Proszę nic nie mówić tylko iść natychmiast do skrzydła szpitalnego.
Dziewczyna posłusznie wstała i skierowała się w stronę drzwi. Odetchnęła z ulgą, że psorka nie odjęła jej za ten wybryk punktów. Jednak w istocie wizyta w skrzydle szpitalnym nie była głupim pomysłem. Ten „mały” wybuch poranił trochę ręce Gryfonki, które wypadałoby opatrzyć i zabandażować. Jasnowłosej to jednak zbytnio nie przejęło. Ciągle miała zaprzątniętą głowę jednym. A mianowicie tym, gdzie się podział Lupin?
Przyrzekła sobie go ignorować jednak jego nieobecność za bardzo rzucała się w oczy. To właśnie to było przyczyną jej rozkojarzenia na lekcji, a co za tym idzie drobnego wypadku. Zaczęła się porządnie martwić zwłaszcza, że ani Syriusz ani James o Peterze już nie wspominając nie chcieli jej nic powiedzieć oprócz mało przekonującej historii, że rozbolała go głowa i został w dormitorium. Dziewczyna nie wierzyła w to wcale. Bała się o niego. Cholernie się bała.
- Dzień dobry dziecko, co się stało? – z zamyśleń wyrwał ją głos szkolnej pielęgniarki bowiem dotarła już do Skrzydła Szpitalnego.
- Pokaleczyłam się w czasie lekcji.
- Oooo – wydała z siebie dziwny dźwięk oglądając jej ręce – poczekaj tu za chwile przyniosę potrzebne rzeczy to opatrzenia i zdyzensykowania ran.
Kobieta w białym fartuchu wyszła z pomieszczenia zamykając za sobą z trzaskiem drzwi. Katia była tu po raz pierwszy od swojego pobytu w Hogwarcie. Z zainteresowaniem zaczęła przyglądać się białym ścianom. Okna zasłonięte były ciężkimi, wiśniowymi zasłonami, naprzeciw których poustawiane były rzędem łóżka. Uwagę blondynki przykuło jedno prawie na samym końcu zasłonięte zielonym parawanem. Ciekawość wzięła górę zmuszając dziewczynę do wstania i zobaczenia tego, co też tam się kryje. Gdyby tylko wiedziała, co tam ujrzy od razu zawróciłaby się jednak teraz szła równym krokiem w stronę owego miejsca. Kiedy była już przy nim przystanęła na chwile i palcami lekko odchyliła zasłonę. Gdy zobaczyła, kto tam leży zamarła.
- Remus! – wydała z siebie zduszony okrzyk cofając się o kilka kroków. Popatrzyła na niego. Na całej twarzy miał pełno zadrapań, co w połączeniu z jego bladością budziło strach o chłopaka. Podkrążone oczy i sine usta. Dziewczyna podeszła do Lupina i przysiadła na jego posłaniu. Delikatnie złapała go za rękę, na której również widniało wiele ran.
- Co ci się stało? – zapytała powietrza wpatrując się uporczywie w chłopaka. Wzrokiem przeczesała jego klatkę piersiową. Najostrożniej jak umiała rozpięła mu piżdżame. Ze łzami w oczach położyła rękę na jego torsie wczuwając się w jego nikły oddech i wolne bicie serca. Tutaj też miał wiele zadrapań. Nawet kilka o wiele głębszych, na których były bandaże jednak zabarwione były one na czerwono. To oczywiste, że krew przesiąkła przez materiał jednak Katia rozpaczliwie szukała jakiegoś innego wyjaśnienia.
- Co ty tu robisz?!?! – usłyszała za sobą surowy głos. Odwróciła się gwałtownie.
komentarze [19]
Drousson >> środa, 19 lipica 2006 12:14:00
Z racji tego, że znowu wyjeżdzam na tydzień. Zostawiam notkę. Wróce w poniedzialek albo wtorek jeszcze niewiem dokładnie. Notka nie za bardzo przypadła mi do gustu więc rozumiem jeśli komuś się nie spodoba. A więc narazie życzę wszystkim miłych wakacji;) buziaki:*
***
Chłodny wiatr muskał lekko zarumienioną twarz blond włosej dziewczyny.
Dziewczyny, która po raz pierwszy od dłuższego czasu szczerze się śmiała. Zawdzięczała to nikomu innemu jak Andreasowi. Ten chłopak potrafił ją zawsze rozbawić i znacznie polepszyć chumor. Przy nim czuła się świetnie. Był dla niej kimś wyjątkowym. Kochała go… ale jak brata. Prawie codziennie się spotykali, co nie umknęło uwadze pozostałych Gryfonów.
- Andreas musze już iść – powiedziała Katia po kilku godzinach spędzonych z nim na błoniach.
- Ok… poczekaj odprowadzę cię.
Całą drogę do wierzy rozmawiali o rozmaitych rzeczach. Trzeba było przyznać, że konwersacja z nim była bardzo ciekawa. Zawsze miał coś do powiedzenia i chociaż zazwyczaj było to coś mądrego uwielbiał się czasem powyłupiać i żartować.
- Na razie – powiedziała blondynka przytulając się do krukona, aby już po chwili znikająć za portretem Grubej Damy.
- Cześć wszystkim - uśmiechnęła się do paczki Huncwotów i swoich przyjaciółek siedzących przed kominkiem.
James spojrzał na nią jakoś tak dziwnie. Ze złością? Nie musiało jej się zdawać.
- Siadaj – Syriusz wskazał na miejsce obok siebie patrząc na Katie z szelmowskim uśmiechem.
Dziewczyna niepewnie wykonała polecenie.
- Gdzie byłaś? – James niebezpiecznie zmrużył oczy.
- Na błoniach.
- Z kim?
- Chwila! Co to jest?! Przesłuchanie?!
- Masz coś do ukrycia?
- Nie, ale nie musze ci się spowiadać.
Ten tylko wzruszył ramionami i zaczął czytać jakąś pierwsza lepszą książkę, która nawinęła mu się pod rękę.
Katia znużona zaczęła po kolei spoglądać na przyjaciół. Najpierw popatrzyła na Ann, która zawzięcie skrobała coś piórem na pergaminie zapewne wcale nie zauważając jej przyjścia. Magie wpatrywała się tempo w kominek nie zwracając na nikogo ani na nic uwagi.
Syriusz z Peterem kłócili się o coś zawzięcie z tylko sobie znanego powodu.
Kat zanim się zastanowiła przerzuciła wzrok na Remusa, za co później przeklinała siebie w duchu. Patrzył na nią ze smutkiem wymalowanym w oczach.
„To niemożliwe musiało mi się przewidzieć” – pomyślała.
Jednak, gdy spoglądała na niego widziała te uczucia dokładnie wyryte na jego twarzy. Zauważyła także, że znów stał się blady. Oczy miał podkrążone i wyglądał strasznie. Katie ogarnęła troska. Nie wiedział, co się z nim dzieje. Poczuła jak cała złość jej przeszła.
- Remus dobrze się czujesz? – zapytała delikatnie.
- To nie powinno cię obchodzić – oznajmił sucho.
Wstał i udał się do męskiego dormitorium po chwili znikając na schodach.
***
- Witajcie dzieci dziś będę prowadził całkiem ciekawą lekcję. Mam nadzieję, że wam się spodoba – profesor Brown nauczający ONMS uśmiechnął się nieznacznie.
- Ja mu dam dzieci – mruknął rozeźlony Syriusz.
- Łapa daj spokój – uprzedzil go James.
- Łapa? – zapytała zdziwiona Katia.
- Nooo… tak to jego pseudonim. Wszyscy je mamy.
- Dlaczego nigdy o tym nie słyszałam?
- A jakoś tak. Syriusz to Łapa, ja to Rogacz, Peter Glizdogon, a Remus Lunatyk.
Blond włosa zaśmiała się.
- Fajne – wydusiła z siebie – najbardziej podoba mi się Glizdogon.
- CISZA!!!
Wszyscy zwrócili oczy w stronę Browna.
- Chciałbym wam teraz coś pokazać. Za mną!
Jak powiedział tak zrobili Wszyscy byli ciekawi co też ten stary, pokręcony profesorek znowu wymyślił. Zatrzymali się na skraju zakazanego lasu.
- Poczekajcie tu chwile – powiedział nauczyciel i zniknął gdzieś pomiędzy drzewami.
- No to mamy lekcje z głowy! Stary piernik już raczej nie wróci dzisiaj do zamku! – krzyknął uradowany James.
Uczniowie z wielkimi uśmiechami na twarzach już chcieli zawracać, gdy nagle zza drzew dało się słyszeć jakiś szmer. Miny zrzedły wszystkim momentalnie, gdy zobaczyli profesora zmierzającego w ich stronę. Za nim posłusznie szło jakieś dziwne stworzenie. Było to coś na wygląd lwa, chociaż nie do końca. Z pleców wyrastały mu skrzydła podobne do takich, jakie mają smoki. Jego łapy pokryte były srebrzystymi łuskami, a pomiędzy palcami rosły błony.
- To jest Drousson – poinformował ich profesor.
Wszyscy uczniowie jęknęli z zachwytu. Zwierze to pomimo swojego groźnego wyglądu było piękne. Sierść lśniła w słońcu, co dowodziło jego zdrowia i dobrej opieki. Brown tłumaczył jeszcze to i owo o tych stworzeniach. Mówił gdzie żyją itp., ale prawie nikt go nie słuchał. Każdy przyglądał się Droussonowi chcąc zapamiętać każdy choćby najdrobniejszy szczegół z jego wyglądu zapewne po to, aby móc później opowiedzieć o tym znajomym.
***
- Widziałyście te stworzenie?! – krzyknęła podekscytowana Magie – Było śliczne!
- Ech te dziewczyny – jęknął z irytacją Syriusz.
- A tobie nic do tego – Ann wystawiła mu język.
Black już chciał coś powiedzieć jednak powstrzymał go James.
- Łapa musimy już iść.
- Jak to? – Rogacz trącił go łokciem – Auu… Eee… tak, tak idziemy.
Dziewczyny popatrzyły na nich zdziwione jednak nic nie powiedziały. Syriusz zanim odszedł pocałował Katie w policzek. Uśmiechając się przy tym zawadiacko, puścił jej oczko, a następnie obaj szybko gdzieś znikneli.
- Co to było? – zapytała Magie z wielkimi oczami.
- Sama chciałabym wiedzieć – odparła blondynka wciąż patrząc na miejsce, w którym przed chwilą zniknęła dwójka Huncwotów.
- No no Kat. Podbijasz serca. Ładnie to tak? – zapytała ze śmiechem Ann - Nie wystarczy ci jeden? Zostaw też coś dla nas!
- Och przestań – jasnowłosa zarumieniła się delikatnie.
- Pewnie znowu wpakują się w kłopoty – wtrąciła Meg.
- Jak zawsze – odpowiedziała jej Katia ciesząc się, że skończyły już temat Łapy.
- To, co dziewczyny? Chyba na nas już pora. Późno się robi.
Wszystkie zgodnie przytaknęły i udały się do swojego dormitorium.
***
Tej nocy Katia nie mogła spać. Była pełnia i przeczuwała, że stanie się coś złego. Myślała też nad tym, co zrobił Syriusz. Czy on coś do niej czuł? Miała nadzieję, że nie, bo dla niej był tylko i wyłącznie przyjacielem. Pozatym jej serce było już zajęte przez kogoś innego.
komentarze [9]